Opowieść o dwóch typach ludzi: intelektualiście pisarzu, przechodzącym kryzys i starszym od niego człowieku, który żadnej pracy się nie boi. Jeden to teoretyk zaczytany w książkach, którymi próbował zastąpić życie, a drugi to żyjący pełnią życia, przygodą, nie mający przy sobie nic prócz instrumentu muzycznego santuri, bo muzyka i taniec są najważniejsze. Jeden choć młodszy, to jakby starszy duchem, sztywny, niepewny siebie, angielski gentleman o greckich korzeniach i aspiracjach literackich. Drugi choć starszy, to jednak żywioł chcący wycisnąć z życia ostatnią kroplę. Jeden to teoretyk piszący eseje na każdy temat, drugi to praktyk doświadczający każdego momentu intensywnie. To taki typ faceta gawędziarza, który każdego zaczepi, byleby z nimi wymienić parę słów i się pośmiać. Tak zresztą zaczyna znajomość z tym pierwszym. Czas już odsłonić ich imiona, by nie nazywać ich pierwszym i drugim, bo obaj są na równi na tej życiowej drodze. Co się takiego stało, że jowialny nie...
BAJKA O POCIĄGU, KTÓRY CHCIAŁ BYĆ AUTOBUSEM Zapowiadał się piękny dzień na wyścig. W blasku słońca lśniły wszystkie małe pociągi, które miały ze sobą rywalizować o tytuł najszybszego. A było o co walczyć, bo zwycięzca miał obsługiwać najbardziej wyjątkową trasę Zielonego Rogu, gdzie czekały go najpiękniejsze widoki i najgrzeczniejsi pasażerowie. Aż chciało się zagwizdać, rozgrzać koła i sunąć po torach jak najszybciej. Pośród sześciu pociągów, które brały udział w wyścigu, na szczególną uwagę zasługiwały tu dwa: Arno i Rufus, które już od dawna ze sobą rywalizowały. To oczywiste, że obaj nie bardzo się lubili. Arno należał do szczególnie wrednych. Podobno miał oszukiwać, choć nigdy tego nie udowodniono. Póki co był on jednym z najszybszych i wszyscy go podziwiali albo bardzo mu zazdrościli. Cały wyścig miał się odbyć pod czujnym okiem Wielkiej Lokomotywy, która przeciągnęła już bardzo dużo wagonów pełnych różnych pasażerów. To ona ogłosiła uroczyście, że wyścig się zacz...
DOPÓKI STRUNY SĄ W GITARZE Był raz sobie młody grajek, co zwał się Horacy Horek Gromek. Nieustannie przemierzał kolejne miasteczka, aby grać dla ludzi, bo to lubił najbardziej. Mimo, że jego gitara była zrobiona z drewnianej, zniszczonej skrzynki, w której mieszkała mała myszka imieniem Reszko, to jednak muzyka wydobywająca się z tego instrumentu, sprawiała wszystkim radość. Kiedy Gromek dawał koncerty, sprytny Reszko wychodził do ludzi z wielką czapką i tańczył przed nimi, by zebrać trochę złotych monet. A nawet jeśli ludzie niewiele sypali pieniędzmi, to chętnie zapraszali Horka i Reszka na obiad i nocleg. A gdy brzuchy były pełne i ciała wypoczęte, ruszali dalej w drogę. I tak płynęło życie tych dwóch na podróżowaniu między różnymi miasteczkami, od wschodu do zachodu słońca i koncertowaniu dla wszystkich, biednych, bogatych, złych i dobrych. Czy upał, czy deszcz, Horacy Gromek uparcie trzymał swoją gitarę i grał na niej niezwykłe melodie, śpiewając sobie wesoło: „dopók...
Komentarze
Prześlij komentarz