Posty

TYLKO STRACH

Obraz
 TYLKO STRACH   Ten film obok „Pętli”, „Żółtego szalika”, „Pod Mocnym Aniołem” czy „Powrotu do tamtych dni” wpisuje się w nurt kina „procentowego”, gdzie kamera z filtrem denka od butelki bardzo wnikliwie przygląda się bohaterce tego dramatu. Redaktor Katarzyna Sosnowska z racji tego, że często występuje przed kamerami jako dziennikarka, czuje na sobie zawsze czyjeś ciekawskie oko, przed którym próbuje ciągle grać lepszą niż jest w rzeczywistości. To ją w końcu doprowadziło do tego, że najczęściej widziała siebie lepszą i silniejszą po kilku głębszych kieliszkach. Na odwagę, na ambicję! Zdrowie! Aż w końcu rozbiła się na kawałki. Minęło trochę czasu. Terapia, odwyk. Teraz próbuje wrócić, wziąć głębszy oddech, złapać równowagę. Wyplątać się z tych sieci, które ciągnęły ją jak kukiełkę w zbyt wiele różnych stron. Ale oczywiście nie jest to proste. Oka kamery nie da się tak łatwo oszukać, jak naiwnego przyjaciela, który daje kolejną szansę. Od razu widać trzęsące się dłonie i...

SLEUTH

Obraz
SLEUTH  CHŁOPCY BAWIĄ SIĘ W ZBRODNIĘ DOSKONAŁĄ      Jeśli na ekranie spotykają się tacy aktorzy jak Michael Caine i Laurence Olivier, można założyć w ciemno, że będzie ciekawie.   Film o dość lakonicznym tytule „Sleuth” czyli „Szpieg” albo „tajniak” czy „detektyw” to adaptacja sztuki teatralnej Anthony’ego Schaffera, gdzie od początku do końca mamy tylko dwóch aktorów i niezwykłe scenografie starej angielskiej rezydencji, kryjącej mnóstwo uroczych pamiątek, mechanicznych zabawek i skarbów. To właśnie na tle tych scenografii spotykają się dwaj mężczyźni z dwóch różnych środowisk. Starszy to Andrew Wyke (Laurence Olivier), arystokrata i ceniony twórca kryminałów. To do niego należy ta piękna posiadłość, kryjąca mnóstwo różnych osobliwych rekwizytów. Młodszy to z kolei Milo Tindle (Michael Caine), właściciel zakładu fryzjerskiego. Co ich łączy? Milo jest kochankiem żony Andrew. Wyke już od dawna o tym wie i właściwie mu to nie przeszkadza. Sam zresztą też nie jes...

POWRÓT DO TAMTYCH DNI

  Tamte dni. Takie proste i szczęśliwe, gdzieś między huśtawką a trzepakiem, gdzieś między tymi wysokimi blokami, między którymi ustalaliśmy granice naszych królestw, żując z satysfakcją gumę. Zamki budowane ze sztachet i kartonów, miecze tak na szybko zerwane z drzew, by skrzyżowały się w porę i rozpoczęły pojedynki o jedną z koleżanek, która obiecała dać całusa. Tamte dni zapisane na tych czarnych taśmach, odtwarzanych w złotej sepii sentymentalnego słońca. Tamte dni niesione z wiatrem, gdy czekaliśmy na dziewiczych plażach, widząc już na horyzoncie piękne plastikowe okręty Lego obiecane przez dalekiego wujka z zagranicy. Tamte dni w tych w małych mieszkaniach, gdzie na meblościankach był cały świat. I telewizor i jakiś stary komplet encyklopedii PWN. Codziennie budowaliśmy sobie rzeczywistość od nowa, przekładając klocki tu i tam, bo przecież wciąż było za mało. I nie ten kolor i nie ten rozmiar. Klocek, ubranie, jedzenie, cokolwiek. Ale zawsze można było inaczej. Tak rozw...