Posty

Wyświetlam posty z etykietą HORROR

GABINET WOSKOWYCH FIGUR

Obraz
WAX HOUSE. GABINET FIGUR WOSKOWYCH     Genialny artysta tworzy ze wszystkiego. Nawet… z trupów. Spójrzmy na wystawę Body Worlds profesora Guntera Hagensa, gdzie eksponatami są spreparowane ludzkie ciała, a za niedługo będzie tam obecne ciało samego Hagensa. Frekwencja na pewno dopisze. Albo spójrzmy na ciała świętych, zamknięte w szklanych relikwiarzach. Ciała sprawiają wrażenie doskonale zachowanych, ale to nie tylko sprawa cudu, ale też odpowiedniej „charakteryzacji” i woskowych masek, dzięki którym zaczynamy jeszcze bardziej przeżywać to misterium. Woskowe figury patrzą obojętnie gdzieś przed siebie szklanymi oczami. Są takie nieskazitelne, gładkie. Piękne ale zarazem jest w nich coś niepokojącego. Im dłużej się wpatrujemy w ich oczy, w ich zastygłe pozy, zastanawiamy się, co one kryją. Chcą, żebyśmy je podziwiali godzinami i wzdychali nad ich urodą. Dreszcz przebiega po ciele, że jeśli tylko się od nich odwrócimy, wyciągną sztylet i wbiją nam w plecy. Muzeum figur ...

PO. ŻYCIU

Obraz
  PO.ŻYCIU. AFTER.LIFE. PO KROPCE WIELOKROPEK     Gdy w obsadzie znajduje się Christina Ricci, niezapomniana Wednesday Addams, można się spodziewać filmu w gotyckich scenografiach, gdzie pojawią się trupy, demony, wampiry, ciężkiego dramatu psychologicznego, albo filmu sensacyjnego, gdzie też będą trupy. Gdy z kolei do obsady dołącza Liam Nesson, można się domyślać, że zagra on jakiegoś mistrza, nauczyciela albo innego indywidualistę ze spluwą ukrytą za połami płaszcza. Szkolił on już rycerzy Jedi i Bruce’ a Wayne’ a. Teraz w dość makabryczny sposób pokaże istotę życia pewnej nauczycielce. Debiut filmowy Agnieszki Wójtowicz-Vosloo jednak nie jest takim prostym horrorem z zombie i prosektorium w tle. Jest w tym filmie coś, co nie daje spokoju widzowi przez długi czas. Co takiego? Już sam tytuł jest ciekawie zapisany: „AFTER. LIFE”, co można przetłumaczyć jako „PO. ŻYCIE”. Po kropce, następuje nowe zdanie, nowe życie albo też pustka. Wyrzuty sumienia, że nie żyjemy w...

FLATLINERS. ZA NIEBIESKĄ LINIĄ

Obraz
  Flatliners? Czyli „płaskolinie”? Wybrańcy losu, surferzy na płaskiej fali, zawieszeni między życiem a śmiercią, którzy nie doświadczają już dołów i wyżów, smutków i radości kapryśnego losu. Prosta linia, co za ulga, bez nadziei i innego niepotrzebnego narkotyku, by lepiej, lżej i słodko. Prosto do celu… przez swoje grzechy aż do nicości lub wiecznego życia. Joel Schumaher w połowie lat osiemdziesiątych wyreżyserował kinowy hit „Ognie św. Elma” z energetycznym motywem przewodnim Johna Parra „Man in motion”. Film opowiadał o grupie przyjaciół, studentów, którzy wkraczają niepewnym krokiem w dorosłość. Było śmiesznie, a kiedy trzeba refleksyjnie. Pięć lat później Schumacher mając obok siebie Michaela Douglasa w roli producenta (trzy lata później panowie spotkają się na planie „Upadku”), z ciekawym scenariuszem Petera Filardiego, grupą świetnych aktorów młodego pokolenia, nakręcił film „Flatliners”, gdzie również akcja rozgrywa się w środowisku akademickim. Tu jednak błyskotliwi ...