WYZNANIE 3

 


 

To, co z rana na lustrze kreślone

Z jutrem odpływa jak mgła, która pozbywa nas szat

Czy znów idziesz w to samo miejsce, jak tydzień temu

I dwa tygodnie wcześniej, czując, że chciałbyś więcej

Od tych wspomnień

Staliśmy się mistrzami opiewania minionych cudów

Nigdy nie odważyliśmy się jej pocałować

Lecz szliśmy za jej mglistym welonem

Nie czując jeszcze

Jak bardzo pokryliśmy się szronem

Czy tacy właśnie jesteśmy każdej niedzieli?

wiedząc, że kolejny tydzień skończony

i jeszcze dalej o całe lata świetlne

jesteśmy od tych dzieci rzucających z radością kostkami

czuwaj, gdy zachodzą dookoła wszystkie słońca

tu o zmroku pojawia się brama dokądś wiodąca

jak pewność, że w końcu to musi nastąpić

Rytm bębnów coraz głośniejszy

fujarki, flety, harfy, podniety

Co za dzikość zapomniana dawno

Gdy nasze imiona były między chmurami

I drzewami

Tu byliśmy trzecia B

Gdy będziesz to czytał

Zapomnij, co złe

poza miejscem i czasem

Za Kamiennym pegazem

Motta i półprawdy

wydrapane w drewnie

to czego nie przeżyliśmy

teraz pakujemy jak ciężkie skrzynie

na te giętkie wersy

żaglowców kontestatorów

gdy człowiek zmęczony i czerstwy

sam na sam z białą ścianą

Czuwaj nad wszystkimi zachodami

Platynowych dysków

Zrywaj pąki róż i chwytaj

Ducha dnia w cudzysłów

Teraz dopiero

Brzmi to jak epitafium

Gdy nad ranem senna mgła

Powtórzonych formuł z łaciny

Zwiewne suknie naszych wybranek

Tonące między krzewami

Te słodkie i poważne obietnice

Te nasze w pół zatrzymane gesty

Między rzemieniami, z których powstaną

Braterskie więzy

Wisiory, amulety

No dalej wsiadaj na zardzewiały rower

Co w szprychach ma pokrzywy

A nam przybywa siły

Tunelem z wierzb do liceum

ogrodów kamiennych myślicieli

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

GREG ZORBA. PIĘKNA KATASTROFA

BAJKA O POCIĄGU

LALKA