NIE ZADZIERAJ Z PODUCHAMI - PIERWSZA WERSJA (BAJKA)

 

Oj, ale się nie wyspałem, lecz sobie pewną historię przypomniałem, słuchajcie, wstawajcie!

- Wstawać, pobudka!-  Rozległo się w całym pokoju. Aurelka otworzyła wolno oczka.

- Dziś twój wielki dzień córeczko. Czeka cię audiencja u Wielkiej Poduchy Wełnoli – oznajmiła przejęta Mama. Poduszka Aurelka wygramoliła się z łóżka. Wyglądała tak jak zwykle: cała błękitna przyozdobiona gwiazdkami i dzwoneczkami na każdym rogu, ale jak to po leżakowaniu, poduszeczka była trochę pognieciona. Przejęta mama Cecylia natychmiast przyprowadziła córeczkę pod maszynę parową

- Tylko nie to! – Skrzywiła się Aurelka

- Trochę elegancji i higieny tobie nie zaszkodzi. – Tymczasem tata, czarna poduszka o pikowanej powierzchni wypolerował dzwoneczki i buciki Aurelki.

- Pamiętaj córeczko, te dzwoneczki to twój skarb. Mówią, że ich dźwięk koi ludzkie nerwy i pomaga w chorobie.

- Są magiczne? – zapytała zaciekawiona Aurelka

- Kto wie córeczko, kto wie. Podobno sam czarodziej Gleward wykonał je w swej pracowni – tata skończył polerowanie.

- Doskonale Henryku – pochwaliła męża Cecylia, która także odświeżyła swoje błękitne ubranko.

- Po co tam właściwie idziemy, do tej Poduchy? – zapytała znudzonym głosikiem Aurelka.

- O już tyle razy o tym rozmawialiśmy. Tyle razy cię na to przygotowywaliśmy. To najważniejszy moment w życiu każdej poduszki.

- Wielka Poducha wskaże ci drogę, dokąd masz iść, by służyć ludziom jako oparcie przy głowie.

- Dokąd, gdziekolwiek. Mogę zostać z wami – upierała się Aurelka.

- Ach, zanudziłabyś się tutaj dziecko. Trzeba ruszać w drogę, bo tylko tak się przekonasz, ile jest w tobie z prawdziwej poduszki. Czeka cię wiele przygód, w których będziesz musiała wykazać się odwagą. Kto wie, może spotkasz na swojej drodze jakiegoś niebezpiecznego stwora.

- Oj Henryku daj spokój tym legendom – mówiła Cecylia.

- Ja spotkałem takiego zwierza i walczyłem z nim – pochwalił się Henryk.

- I pokonałeś go rzecz jasna? – zapytała Aurelka

- Tata zawsze pokonuje złe stwory w swej wyobraźni – powiedziała z ironią Cecylia.

- Ależ oczywiście. Gdybyś widziała, jak uciekał. W razie czego użyj ognia, gdy niebezpieczeństwo uderzy – zalecił Tata i podał córeczce małą torbę.

- Ciężkie jest życie poduszki – westchnęła Aurelka, czując, że kończy się błogie dzieciństwo.

- To taka tradycja i taki nasz los, ale jakże zacny, gdy podczas snu człowiek zmęczony, dziecko, stary, niegrzeczny, dobry przytula się do nas, chcąc odpocząć – tłumaczył tata.

- Ach, i bez tego można być poduszką – oświadczyła Aurelka

- Co ty opowiadasz?! Warto być potrzebnym moje dziecko. - I tak samo sądziła Wielka Poducha - czerwona, pikowana, z wyszytą koroną, przyodziana w królewską purpurę, siedziała dostojna na wielkim tronie i przemawiała do setki podobnych poduszeczek, podczas Wielkiego Święta Debiutantów. 

- Służyć ludziom - o tym pamiętajcie. Bycie poduszką to zaszczyt i przywilej. Prędzej, czy później każdy chce się do nas przytulić. Każdy, zdrowy, chory, zmęczony, niegrzeczny, mądry, głupi pragnie odpocząć po ciężkim dniu, zostawić we śnie wszystkie swoje problemy. Porzucić ciężary, położyć swoją ciężką jak kamień głowę i ulżyć sobie – taka jest nasza rola drogie poduszki. Dać odpocząć zgnębionym. A czasem, gdy trafimy na swoje miejsce i wysłuchamy wszystkich sekretów naszych właścicieli, nadejdzie taki moment, że prawdziwy Pan usłyszy i zrozumie naszą mowę. – Oooo – rozległo się po całej sali, a potem zapadła cisza. Wielka Poducha rozejrzała się po zebranych wokół poduszkach, kolorowych, wzorzystych, małych, dużych, ortopedycznych, dekoracyjnych, które wszystkie drżały przed Nią: czcigodną Cesarzową Królestwa Wygodnej Poduszki i Kocylandii, dystryktu Poduszkowego. Oczywiście nie rządziła ona sama tym wszystkim. Pomagała jej rodzina. Nad pozostałymi dystryktami Koców, Kołder, Pościeli sprawowali pieczę jej zacni stryjowie Lord Kocer i cesarz Kołder III, których jednak nie było na dzisiejszej ceremonii.

- A teraz niech każda poduszka podejdzie tutaj, gdy tylko odczytam jej imię z listy mieszkańców. – zarządziła Cesarzowa. Lista była alfabetyczna i nie trudno było się domyślić, że Aurelia nie będzie musiała długo czekać. Przed nią może było siedem poduszek, które po werdykcie Cesarzowej rozeszły się na różne strony. I wreszcie Aurelka usłyszała swoje imię: „Aurelia Bigenard”. – Odwróciła się i popatrzyła na rodziców. Mama i tata położyli ręce na jej ramionkach i delikatnie wypchnęli ją przed szereg. Aurelka drżącym krokiem zmierzała w stronę Cesarzowej, a jej błękitna barwa nieco przyciemniała z wrażenia. Czuła, jak wszyscy śledzą jej drobne kroczki. Nóżki miała tak sztywne, że z trudem poruszała się do przodu i miała wrażenie, że chyba nigdy nie dojdzie przed oblicze Wielkiej Cesarzowej. A jednak nastąpił ten moment. I teraz to biedna poduszka próbowała złapać równowagę, by zaprezentować się godnie. Na szczęście rodzice byli tuż za nią. Cesarzowa długo przyglądała się Aurelce z zaciekawieniem, co było jeszcze większą męczarnią dla tej małej poduszki, która ze zmęczenia już zupełnie nie wiedziała, jak ma stać. W końcu Cesarzowa się odezwała wyniosłym tonem.

- Podejdź bliżej moja droga. Jak to było wcześniej, muszę i ciebie skierować na odpowiednią drogę, a potem już ty zdecydujesz, gdzie pozostaniesz, by spełnić swój obowiązek bycia poduszką.

 - Aurelio – wyszeptała Cesarzowa z troską – może napijesz się czegoś, wyglądasz słabo?

- Nie wiem, może… - wyjąkała Aurelka. Cesarzowa skinęła na sługę, bordową poduszkę, która przyniosła srebrny kielich.

- Pij dziecko – Poduszeczka przechyliła kielich do ust i poczuła jakiś przyjemny słodki smak.

- Już lepiej?  – zapytała z troską Cesarzowa. Aurelka skinęła głową i zadzwoniła dzwoneczkiem.

- Chyba tak. – Mama ją pogłaskała. Wielka Poducha jeszcze naradziła z kilkoma ważnymi Panami i wreszcie wypowiedziała słowa, na które tak długo czekała Aurelka.

- Moja droga, widzę cię na południu naszego Księstwa. – Wszystkich zawsze ciekawiło, jak Wielka Poducha to widzi, przecież nie miała żadnej magicznej kuli czy wielkich okularów. Aurelka nie mogła się powstrzymać i zapytała:

- Ale skąd Pani… pani Cesarzowa to wie? – wszyscy zamarli, szczególnie rodzice naszej bohaterki stali zdumieni i z niepokojem śledzili wyraz twarzy Cesarzowej, po której przemknął gniew, zmieniający się po chwili w uśmiech i wreszcie Szanowna Poducha roześmiała się, odpowiadając:

- Skąd ja to wiem moja droga? Widzę to w twoich gestach, w tym jak mówisz, w twoich ocenach ze Szkółki Wygodnej Poduszeczki. – Tu Aurelka się zawstydziła, a cesarzowa dodała:

- Poza tym, wedle tradycji ja tylko wskazuję początek drogi, potem poduszka musi wybrać sama, dokąd się uda – tu przywołała poduchę pełną szpilek, która wyglądała jak jeż i pełniła zaszczytną rolę krawcowej na dworze. Cesarzowa wyciągnęła naszywkę z symbolem Grupy Południowej, czyli literą P wpisaną w rozłożyste drzewo. „Trochę zaboli” – szepnęła krawcowa. Aurelka zacisnęła pięści. Poczuła ukłucie. No i gotowe, piękny złoty herb widniał na rogu poduszeczki jak pieczęć.

- No Aurelio, czas w drogę – Straże odstąpiły. Strażnik Koclerz wskazał południowy korytarz, który wydawał się być bardzo długi. Aurelka popatrzyła w dal. Zastanawiała się, dlaczego musi stąd odejść i ile jeszcze będzie musiała przejść, by wreszcie zaznać spokoju?

- Nie bój się dziecko, poradzisz sobie – szepnęła mama i ją przytuliła, trącając jeden z dzwoneczków, który zadźwięczał ciepło.

- Musisz wreszcie żyć własnym życiem – dodał poważnie tata i teraz chyba już nie żartował.

- Ale nie myślałam, że to już, tak od razu – powiedziała wzruszona Aurelka.

- A jednak – odparła mama ze strapioną miną i podała jej małą torbę. Tata trącił drugi dzwoneczek na rogu Aurelki. Znów rozległ się ciepły dźwięk nadziei i odwagi, jakie powoli wstępowały w małą poduszkę. Przytuliła rodziców, pokłoniła się Cesarzowej i udała się już pewniejszym krokiem w stronę otwartych drzwi, na spotkanie ze złotym światłem. Na zewnątrz rozciągała się polana, gdzie stało już parę poduszek, rozmawiających sobie o wszystkim. Gdy Aurelka weszła między nich, jakoś umilkli, zbadali ją ciekawskim wzrokiem, a potem wrócili do swoich pogaduszek, nie żałując sobie śmiechów i krzyków. Wydawało się, że w tym towarzystwie najjaśniejszą gwiazdą jest pewna aksamitna poduszka o maślanej barwie, która na środku miała wyhaftowaną złotą koronę z lwem, a swoim zachowaniem i wyglądem przypominała wytworną księżniczkę. Aurelkę ciekawiło, jak też nazywa się tej niezwykłej urody poduszka. Zapatrzyła się w nią tak bardzo, że nawet nie zauważyła, jak obok niej przystanęła jakaś inna poduszka i ciepłym głosikiem oznajmiła:

- To Almarta, córka Lorda Wełnoliusza i Księżnej Aksamity – usłyszała w odpowiedzi Aurelka, która jakby wybudziła się z głębokiego snu. Obok niej stała czarna poduszka w żółte geometryczne wzorki, przypominające błyskawice.

- Ach tak, Almarta? – powtórzyła z podziwem Aurelka i popatrzyła z zaciekawieniem na swoją rozmówczynię, która uznała, że teraz pora przedstawić siebie samą.

 - Jestem Bodifella Wspaniała, z rodziny Bodikoców, którzy nie uważają, że jestem taka wspaniała,  ale lubię, jak mówią do mnie Bodi.

- A ja jestem Aurelia Bigenard. - Czarna poduszka dygnęła i pokłoniła się, podały sobie rączki, obserwując jeszcze towarzystwo innych poduszek, o różnych kształtach: od kół, przez puzzle, po typowe kwadraty. Nim upłynęła godzina, cała uroczystość się skończyła. Z pałacu wyszedł Pan Kanclerz z kilkoma strażnikami i dał znak, że można już iść. Brama się otworzyła i poduszki wyszły. Nie trudno się domyślić, że grupą przewodziła właśnie księżniczka Almarta ze względu na swój status. W rączkach trzymała mapę i szła pewnie przed siebie, za nią zaś podążały inne równie eleganckie poduszki, podśpiewując wesoło:

My dzielne poduchy, mamy miękkie brzuchy,

Na których wyśpi się wspaniale

Wypoczęty duchem, ciałem

My dzielne poduszki, dobrych snów służki,

my dzielne poduszki, nie straszne nam okruszki,

koszmary, nocne mary – wyśpij się młody, stary

zabeczały dwa barany

Podczas gdy poduszki tak sobie wesoło przemierzały drogę, w innej części Wielkiej Krainy pewien książę narzekał:

- Znów to samo drogi Janie, spać nie mogę, te poduszki są okropne. Trzeba mi innych.

- Zlecę drogi Panie, by łowcy udali się na poszukiwanie odpowiednio miękkich poduszek.

- Cieszyłbym się wielce. Moja głowa piękna, mądra nie zasługuje na takie traktowanie.

- Absolutnie się zgadzam z Jaśnie Panem.

Tymczasem poduszki sobie szły i toczyły ożywione dyskusje o tym, pod czyją głowę trafią i ile łez i zmartwień będą  w stanie wziąć na swoje ciałka. Jedne poduszki były gąbczaste, inne wypełnione pierzem, ale każda z nich próbowała odbić w sobie ciężar ludzkich udręk, nagrodzony błogim snem.  Nie tak łatwo przecież towarzyszyć zmęczonym ludziom podczas snu, trzeba ciągle się zapadać lub podnosić, tak by śpiący człowiek spał wygodnie i nie odczuwał potem bólu w karku. – My coś o tym wiemy - chwaliły się dwie poduszki ortopedyczne, pochodzące z zacnego rodu Medistów.

Niektórzy snuli perspektywy wstąpienia do specjalnej akademii, gdzie można przygotować się do służenia choćby na dworze królewskim czy w ogóle u zamożnych rodzin. Codziennie pachnieć świeżo fiołkami lub perfumami i mieć pod sobą najwytworniejsze głowy, kto wie, może nawet samego Króla. Zapewne księżniczka Almarta idealnie by się nadawała pod taką głowę. Tyle że król ma sporo sypialni i pewnie sporo poduszek. Nie można być tą jedną dla tak wyjątkowej, ważnej głowy Królestwa. Inaczej jest w zwykłym domu, gdzie jedna poduszka służy jednemu domownikowi i często się brudzi. To nic przyjemnego.

 - Dokąd byś chciała trafić? – zapytała podekscytowanym tonem Bodifella.

- Ach – rozmarzyła się Aurelka. -  Oczywiście, że chciałabym trafić na wielki dwór, albo do rodziny jakiegoś Lorda, tam umieją się obchodzić z poduszkami, ale i wystarczył by mi zwykły dom, gdzie wszystko jest jak należy.

- A ja nie chciałabym skończyć w pokoju dziecięcym, nawet z wyższych sfer.

- Czemu? – zdziwiła się Aurelka i jeszcze głośniej zadzwoniła swoim dzwoneczkami.

- No jak to! Nie wiesz? Dzieci urządzają bitwy na poduszki. To dopiero udręka dla nas. Nasze porwane ubranka, oderwane dzwoneczki, wypadające pióra, łatwo stracić wnętrze. Okropność. Mój tata mówił: „najważniejsze jest wnętrze droga Bodi”. A ty czym jesteś wypełniona?

- Rzeczywiście, mam trochę piór i trochę gąbki – wyjaśniła Aurelka.

- To niezłe połączenie. Ja mam tylko gąbkę. Jestem mniej wygodna, po jakimś czasie stracę swoją sprężystość. Popatrz tylko: te żółte wzorki, to dziecinada! Jak ja wyglądam? Żaden dorosły raczej nie weźmie mnie pod swoją głową. Prędzej dziecko. Może potem skończę jako poduszka dekoracyjna, którą w końcu każdy będzie spychał gdzieś w dal, aż zrzucą mnie z kanapy i tak zakończę swój żywot – użalała się nad sobą Bodifella.

- Ejże, przecież zawsze można przystroić się w jakieś eleganckie ubranko i już jest się trochę innym. To przecież tylko żółte wzorki. Ja jestem błękitna i mam na sobie złote gwiazdy.

- Ładne połączenie. Z tym swoim wzorem i dzwoneczkami pasujesz mi na ozdobną poduszkę.

- Niby tak i nie jest to taka zła perspektywa. Po prostu rzadziej byłabym pod czyjąś głową, ale i też mogę trafić pod głowę jakiegoś dziecka, które lubi dzwonić sobie przed snem, wtedy zapewne musiałabym się nauczyć cierpliwości – jak powtarzała mama. A potem nie wiem.

- Potem poduszka przestaje być poduszką a staje się workiem pełnym śmieci – podsumowała posępna czarna poducha, która minęła Aurelkę i Bodifellę.

- To Igor, on zawsze jest taki smutny – wyjaśniła Bodi.

- Widać,  smutny kolor jego ubranka dyktuje mu nastrój. – Ale zielone barwy lasu, który ciągnął się wzdłuż drogi nastrajały raczej do nadziei i przygody niż do rozpaczy. Nagle wszyscy stanęli, bo oto księżniczka Almarta postanowiła przemówić. Wspięła się na pień starego drzewa i podniosła rączki do góry.

- Oho, księżniczka ma głos – wyszeptała ze śmiechem Bodifella. Istotnie, Księżniczka miała całe przemówienie, którym chciała koniecznie wszystkich zainteresować.

- Moi drodzy! - Zaczęła swoim krzykliwym głosem.

- Jako że główny Kanclerz od Czcigodnej Cesarzowej Poduchy mianował mnie przewodniczącą Grupy Południowej ze względu na moje wysokie pochodzenie.

- Ona ma skromność we krwi – zażartowała Bodifella.

- Pragnę was poprowadzić do Bramy Szydełkowej na Wełnianym Wzgórzu, a tam już wszyscy się rozejdziemy, chyba że ktoś przyłączy się do mnie. W każdym razie pragnę trzymać grupę w ryzach. Pomogą mi w tym Albert – tu wskazała na bardzo dużą złotą poduszkę, znacznie większą od tradycyjnej o gniewnym wyrazie twarzy.

- Oraz Reblar – równie duża, tyle że włochata, zrobiona chyba z futra.

- Też sobie znalazła, phi. – ktoś powiedział lekceważąco. Księżniczka wciąż siliła się na długie, nudne przemówienie

- Obiecuje wam, tak jak ślubowałam to przed Cesarzową, doprowadzę was bezpiecznie do Szydełkowej Bramy.

- Skąd możemy wiedzieć, że Cesarzowa ją mianowała, ja nic takiego nie pamiętam w trakcie ceremonii – odezwał się ktoś niezadowolony, ale księżniczka Almarta nie przejmowała się tą krytyką i mówiła dalej.

- Jako, że jestem  tu najważniejsza, nie wypada mi tutaj chodzić i męczyć nóg. – Tu księżniczka wskazała na niewielkie krzesełko, które podnieśli jej dwaj wierni słudzy.

- Chcę, aby każde z Was dostąpiło tego zaszczytu i niosło mnie aż do Szydełkowej Bramy.

- Jeszcze czego – oburzyli się co niektórzy. Księżniczka broniła swego statusu.

- Należy mi się szacunek, wykorzystajcie ten postój i poszukajcie mi lepiej czegoś do jedzenia.

- Może trocin wasza wysokość? – zapytał ktoś złośliwie.

- Lepiej siana – syknął ktoś inny.

- Jesteście ze mną, bo ja jestem, to zaszczyt, służyć dla mnie – wołała ze swojego podium, próbując przekrzyczeć hałas pozostałych poduszek, które w ogóle się dziwiły, że poduszki coś jedzą. Jeśli już to rzadko i to raczej te najbardziej kapryśne. Poduszki nie potrzebują jedzenia jak ludzie, ale to już mało istotne wobec wydarzeń, które za chwilę miały się rozegrać na leśnej polanie. Oto nagle zza krzaków wyskoczył wielki zwierz, włochata kula o wyszczerbionych zębach, które pewnie niejedną poduszkę rozerwały już na strzępy. Ooo, ten stwór na pewno miał większy apetyt od przeciętnej poduszki. Tym razem wybrał sobie najpiękniejszą z całego towarzystwa, czyli księżniczkę, która jaśniała jak gwiazda. Albert i Reblar próbowali walczyć z bestią, ale w końcu się poddali i uciekli w krzaki. Nie uciekła za to Aurelka. Szybko wyciągnęła ze swego woreczka zapałki,  znalazła długą gałąź i podpaliła ją jak pochodnię, po czym ruszyła na bestię, jak rycerz z kopią.

- Co ty wyprawiasz, Aurelka, wracaj tu natychmiast! – krzyczała za nią Bodi. Aurelka przejechała płonącą gałęzią po grzbiecie zwierza. Ten aż z wrażenia podskoczył i puścił potarganą Almartę, która natychmiast schowała się w krzaki, śledząc jeszcze z niepokojem dalsze wypadki. Za każdym razem, gdy zwierz próbował dostać Aurelki swoją wielką łapą, zakończoną pazurami, dostawał płonącą gałęzią. W końcu wytrącił Aurelce pochodnię i zaczepił łapą o złoty dzwoneczek, który odpadł i potoczył się gdzieś w trawę. Bohaterka straciła równowagę i upadła. Bodi szybko wzięła gałąź i zaczęła nią kłuć zwierza, wykrzykując przy tym:

- Jak się od nas nie odczepisz, to naślę na ciebie wszystkie krawcowe z ostrymi igłami i nożycami, one uszyją z ciebie piękny dywan!  – Potwór słysząc to chyba się przestraszył, ale od razu wyjaśnił cichym głosikiem:

- Kiedy ja chciałem mieć tylko wygodną poduszkę.

- Mogłeś grzecznie poprosić, a nie atakować – Oświadczyła twardo Aurelka.

- Ja… przepraszam – tłumaczył się zwierz.

- Za karę nic nie dostaniesz. Odczep się od nas i nie zadzieraj z poduszkami! - Bodifella machnęła gałęzią i zwierz w końcu uciekł gdzieś w krzaki. Aurelka podniosła się z trudem, otrzepała z kurzu i z przerażeniem stwierdziła:

- Gdzie mój dzwoneczek? Straciłam go! – Bodi pochyliła się troskliwie nad Aurelią.

- O nie! I co teraz? Wszystko przez tą zarozumiałą księżniczkę, gdybyś jej nie broniła – syknęła Bodi.

- Dziękuję ci, że mnie uratowałaś – powiedziała z uznaniem Aurelka.

- Sama nie wiem, co we mnie wstąpiło, chyba zaraziłam się odwagą od ciebie samej. Mój tata, który był poduszką przy pewnym generale, mówił, żeby nie walczyć, gdy nie ma się za sobą pomocnika, świadka twojego sukcesu lub porażki. Na szczęście byłam za tobą.  

- Na szczęście. A gdzie księżniczka, nic  jej nie jest? - Zapytała z troską Aurelka.

- A co cię ona jeszcze obchodzi?! Straciłaś przez nią dzwoneczek i trochę opaliłaś się od ognia. Moje nerwy też trochę ucierpiały, a ty pytasz o nią. Pewnie uciekła, gdy tylko stanęłaś w jej obronie – odparła poirytowana Bodi, głaszcząc naderwany róg Aurelki.

- Gdzie jest mój dzwoneczek, bez niego jestem jak wybrakowana, nie mogę znaleźć równowagi. Te dzwonki są magiczne, grają niezwykłą melodię. Nikt mnie nie zechce, jeśli -  zaczęła płakać Aurelka. Bodi rozglądała się ze smutkiem po łące, ale nigdzie nie mogła dojrzeć błyszczącego dzwoneczka.

- Och, to koniec – mówiła zrezygnowana Aurelka. Aż tu nagle z wysokiej trawy wyskoczyła uśmiechnięta Almarta, ściskając coś w rączce.

- Czego tu chcesz? Zobacz, to wszystko przez ciebie! – oburzyła się Bodifella.

- Może i przeze mnie, ale i przez tą odważną, dzwoniącą poduszkę, dla której mam prezent. – oświadczyła uroczyście Almarta i otworzyła swoją piąstkę. Oczom wszystkim ukazał się złoty dzwoneczek.

- Mój dzwonek! – ucieszyła się Aurelka i podskoczyła z radości.

-  Teraz trzeba go przyszyć – oświadczyła uroczyście księżniczka.

- Ja się tego nie podejmuję, moja ciotka powiedziała, że więcej bym popruła niż przyszyła – wzdrygnęła się Bodi.

- A ja z chęcią. Może boję się takich potworów jak poduszniki, ale szycia się nie obawiam – oświadczyła Almarta.

- Ty?! Naprawdę ciebie to obchodzi? – Dziwiła się Bodifella.

- Przecież już mówiłam, że troszczę się o moją grupę, teraz mam okazję to udowodnić.

- Ty przyszyjesz?

- A ja! Co nie wierzysz, że taka księżniczka, jak ja potrafi to robić?

- Chcę to zobaczyć. - Droczyła się Bodifella

- Ale może zrobimy próbę…- zawahała się Aurelka.

- Nie bój się. – Zapewniła z uśmiechem Almarta i rozsunęła swoje ubranko. Wyciągnęła ze swego wnętrza malutką torbę, a w niej znalazła typowe przyrządy krawcowej, jak igłę, nici czy guziki. Bodi zauważyła, że księżniczka również jak ona jest wypełniona gąbką i piórkami. Była taka sama. Zwyczajna jak wszystkie, chociaż pokryta pięknym materiałem, a jej prawy rożek zdobiła złota gwiazdka.  Aurelka się położyła i z niepokojem czekała na operację.

 – Do twojej barwy chyba najlepszy będzie ten błękitny sznureczek – zasugerowała Almarta. Aurelka pokiwała głową jak wystraszony pacjent u dentysty.

- Zrobię podwójny szew, by dzwonek się lepiej trzymał - objaśniła księżniczka i przygotowała odpowiedni splot, przepuściła grubą nić przez dzwonek, przekuła nadszarpnięty róg Aurelki i sprawnie zrobiła kilka pętelek i węzłów. Nie trwało to zbyt długo i w końcu księżniczka oświadczyła.

- Gotowe! – Zawołała wesoło

- Już? – dziwiły się Bodi i Aurelka.

- A co? Miało trwać cały dzień? – zaśmiała się Almarta.

- Ja pewnie szyłabym tydzień, taka jestem dokładna – przyznała Bodi.

- Chodźcie, czas w drogę

- A pozostali?

- Pewnie już uciekli i znaleźli swój szlak.

- Jak wolisz. – Z łąk wyszły na gościniec i zobaczyły, że drogą przejeżdżał jakiś wielki powóz, pełen różnych rzeczy, garnków, mebelków, zabawek, także koców i poduszek. Wszystko to w nim podskakiwało i dźwięczało, robiąc mnóstwo hałasu dookoła.

- To chyba wędrowny sprzedawca. Rodzice mi mówili o nim. To przepustka do świata ludzi. – zauważyła Almarta.

- Może podwiezie nas do miasta? – Istotnie, wóz stanął przy trzech poduszkach. Zdziwiony mały człowieczek zszedł i przyjrzał się uważnie swemu znalezisku: trzem ładnym poduszkom. Zupełnie nie wiedział, że poduszki w tym samym czasie coś do niego mówią. Nie słyszał ich mowy. Ale i tak mu się spodobały. Otrzepał je z kurzu i wrzucił na wóz.

- Tak, wiezie nas do miasta na bazar, tam albo nas sprzeda, albo ruszymy dalej – tłumaczył czerwony koc. Jak się okazało nie tylko poduszki i koce miały coś do powiedzenia w tym mieszanym towarzystwie, bo i mały miś o brązowym futerku dodał smutnym głosikiem:

- Zawsze jest to samo, nadzieja, że ktoś cię weźmie i przytuli. Wy poduszki i my misie wiemy coś o tym. To do nas ludzie się najbardziej przytulają, gdy czują się samotni w swoich domach.

- Ludzie są tacy pomysłowi, zrobili nas po to, aby odczuwać wygodę i przyjemność. – Wyraziła swoją opinię Almarta.

- I chyba ja mam coś do powiedzenia w tej sprawie. Okrywam ludzi, by dać im ciepło, jestem już bardziej praktyczny niż taki Miś – Powiedział dumny, przetarty koc.

- Wszyscy się tu błąkamy od jednego właściciela do drugiego. Mam już trochę lat. Niejedno dziecko się do mnie przytulało i niejedno się mnie pozbyło – tu Miś pokazał swoje przetarte futerka.

- Ale i dobrze wiesz Misiu, że niejeden stary przedmiot w końcu odnajduje swoje godne miejsce w domu jakiegoś kolekcjonera. Na każdym etapie życia jesteśmy potrzebni różnym ludziom, by dać im wygodę i nacieszyć oko – wyznała dźwięcznym głosikiem stara wersalka.

- A my dopiero rozpoczynamy drogę – przyznała się Almarta.

- Jesteśmy z Księstwa Cesarzowej Poduchy, to Almarta, Bodifella a ja jestem Aurelka.

- Bodifella? Czyż nie jesteś dziecko z rodu Bodikoców – zapytała zielona poduszka

- Ależ tak – zgodziła się Bodi

- Ha, w taki razie znałam twojego Wuja, dzielnego Poducha Bodiwełnoliusza

- Och, to niezwykłe – ucieszyła się Bodifella.

 - Jesteśmy jak wielka rodzina, z której ktoś ubywa i znów ktoś przybywa. Tak cały czas. – Skwitowała okrągła poduszka o czerwonej barwie przetykanej złotą nitką.

- Wszystko przed wami małe poduszki. Najgorszy moment i zarazem najbardziej ciekawy to gdy dorośli i dzieci przystają i zastanawiają się, czy nas kupić. Narzekają, że mamy jakieś plamy, że jesteśmy stare, pytają naszego właściciela Ojczulka, czy obniży bardziej cenę. W końcu zabierają nas do swoich domów i zaczyna się inne życie – dodała Zielona Poduszka. I tak gawędzili sobie o blaskach i cieniach swego losu, podczas gdy Ojczulek na wozie nic nie słyszał. Leśna cisza powoli ustępowała miejskiemu gwarowi. Zza drzew wyłaniały się budynki i gospodarstwa, a w poczciwym Ojczulku rosła nadzieja, że tu może sprzeda trochę swoich skarbów.

- Oto miasteczko i szansa na nowe życie – powiedziała uroczyście Zielona Poduszka. Znów zawrzała dyskusja, co czeka bohaterów:

- Ciekawe, czy jest tu jakiś dwór królewski? – pytała Almarta

- Nawet jeśli, to mało kto z tych bogatych kupuje u naszego Ojczulka.

- Ciekawe, kto dzisiaj nas opuści?

- Czyli za niedługo się rozstaniemy? – zapytała ze smutkiem Aurelka.

- Skoro się boisz moja mała, to może od razu cię poplamię olejem albo podrę to twoje ubranko, nikt cię nie weźmie – zaproponowała złośliwa Poduszka.

- Byś ty wygrała, tak? – zapytał Pajac.

- Och i ja jestem uszkodzona, czekam i czekam na swoją kolej. Nie mam już tego błysku, co kiedyś.

- W końcu Ojczulek cię wyrzuci – stwierdził ze smutkiem Miś.

- On nikogo nie wyrzuca. Jestem już z nim pięć lat – odezwał się stary Zegar.

- Przecież wskazujesz godzinę, dlatego cię trzyma.

- Ale ciągle się spóźniam moi drodzy. Zawsze się spóźniałem na wszystkie okazje i tak teraz skończyłem w armii niepotrzebnych rzeczy, które jeszcze czekają na swoją szansę i wierzą, że tym razem się nie spóźnią do właściwych ludzi.

- Obyś trafił w swoją godzinę – zażartował Pajac. Zegar wybił południe. Powóz dojechał do rynku, a potem na targowisko. Ojczulek podrapał się po siwej głowie, westchnął ciężko, pogłaskał swego zmęczonego konia i  wysiadł z wozu. Pośpiesznie począł rozkładać swoje stanowisko. Wyłożył wszystkie drobne przedmioty, świecidełka, zabawki, misie, pacynki, pajacyki, także nasze trzy poduszki, które spoczywały wygodnie na małej kanapie, która się denerwowała, że jest zakryta.

- Zasłaniacie mnie.

- To Ojczulek tak nas wyeksponował – powiedziała przepraszającym głosem Aurelka

- Z nami wyglądasz lepiej – powiedziała nieskromnie Almarta.

- Ach te młode i bezczelne – odparła mała kanapa. Zabawki przyciągały uwagę dzieci, z kolei dorośli długo przyglądali się używanym mebelkom i poduszkom.

- Ach, chcę się już stąd wyrwać i poznać więcej świata! – Krzyczał pewien roześmiany pajacyk żądny przygód. – I nagle, jakby za sprawą zaklęcia jakieś dziecko wzięło go w swoje rączki i obejrzało z zachwytem.

- Tata, ja chcę tego! – Tata zmarszczył czoło i zapytał Ojczulka o cenę. Dogadali się i już po chwili pajacyk radośnie machał na pożegnanie swoim towarzyszom „do zobaczenia, gdzieś kiedyś”

Póki co na tym ruchliwym targowisku poduszki i zabawki musiały sobie dać radę z wymagającymi klientami, którzy bez przerwy je tulili, gnietli, rozciągali. Jakieś dziecko ścisnęło mocno Aurelką i pośliniło ją. Bueeee.

- Przyzwyczajaj się – zażartowała Almarta. Ale mama nie kupiła dziecku tej poduszki z dzwoneczkami. „Innym razem”. Rozległ się płacz.

- Całe szczęście – uspokoiła się Aurelka, zastanawiając się:

- Nie wyobrażam sobie, kiedy się już rozstaniemy… czy kiedyś

- Się spotkamy? – dokończyła Bodi

- Zawsze będziemy rodziną – powiedziała przekonaniem Fioletowa Poducha.

- Ale lepiej, żebyś ty stara zrzędo już trafiła do swoich właścicieli – zaśmiał Pajac.

- Słyszycie, jak mnie tu obrażają?

- Wynieś się, to będziesz miała spokój.

- Wielka, kochająca rodzinka! – skomentował dobitnie Koc. Almarta właśnie skończyła szermierkę na igły z małym żołnierzykiem i oznajmiła radośnie.

- Wiecie co, mam pewien pomysł. Mam trochę nici – tu Almarta wyciągnęła ze swej torby szpulkę złotej nici.

- Naszyję każdej z was jakiś złoty wzorek, dyskretny, mały, który będzie dla nas jak nić podobieństwa – wyjaśniła.

- Nić podobieństwa? – zdziwiła się Bodi

- No, jak to, nie słyszeliście o tej legendzie? – dziwiła się Almarta.

- Opowiedz – zachęcał Pajacyk

- My poduszki wierzymy, że jesteśmy uszyte z niezwykłej nici, która łączy nas w jedną wspólnotę. Możemy tworzyć rodziny, kluby, ale i tak wszystkie podlegamy jednej Nitce naszego losu.

- To tak jak my, szmaciane lalki – przyznał Pajacyk.

- Naznaczę was, byśmy razem tworzyli taką rodzinę z wyszytą złotą nitką, która będzie naszym herbem – oznajmiła podekscytowana Almarta.

- A co ja mam powiedzieć? – zasmuciła się złota Lampa, do której raczej nic nie dałoby się doszyć.

- Dam ci złotą opaskę - i tak wszyscy przystali na ten pomysł.

- Ale przyda mi się pomoc jeszcze jakiejś krawcowej – zachęcała Almarta.

- Może ja spróbuję – zaoferowała się Aurelka i wzięła igłę z nitką. I tak dwie poduszki oznaczyły złotymi nićmi całą tą rodzinkę. Ale prócz złotej nici, każda z tych rzeczy: zabawka, mebel czy poduszka były naznaczone przez upływający czas. Kiedy klienci się nie zjawiali, Ojczulek sprawdzał wystawiony towar i tam gdzie widział, że coś jest nie tak, brał się za naprawę. Miał przy sobie mały zestaw narzędzi i przyborów do szycia. Podarty materiał musiał zgrabnie zacerować, uszkodzony mebel wyremontować. Czasem trwało to kilka tygodni. Ale Ojczulek miał czas i z wielką pasją oddawał się temu zajęciu. Najpiękniejsze było dla niego to, że sprzęty, które gdzieś znalazł na drodze, zaniedbane, zniszczone nagle odzyskiwały swój dawny blask i trafiały w ręce zachwyconych nabywców.

-  Wyrzucili mnie z domu – skarżyła się pewna Czarownica uszyta ze skrawków różnych materiałów. Buzię miała czerwoną i długi zakrzywiony nos – jak to czarownica. Była po prostu straszna.

- Wyrzucili mnie, błąkałam się, byłam brudna, rozdarta, aż któregoś dziwnego dnia Ojczulek wziął mnie ze sobą, oczyścił, zacerował. Zobaczył coś we mnie. No i teraz czuję się dużo młodsza, ha, ha – zaśmiała się swoim skrzekliwym głosem.

- Ale nie jesteś piękna moja droga! – powiedziała cieniutkim głosikiem pewna księżniczka w białej, atłasowej sukni.

- A czy o piękno zawsze chodzi ślicznotko? Raczej o to, by poczuć się potrzebną, by dać radość swoim nowym właścicielom – oświadczyła wiedźma.

- A komu potrzebna czarownica? – zażartował praktyczny Koc.

 - Zdziwiłbyś się, niejeden potrzebuje czarownicy w domu! – odparła skrzekliwym głosem.

- Ale dlaczego? – zapytała inna lalka.

- Dzięki czarownicom– zawiesiła głos i się zawstydziła, dzięki nam wiesz, że jednak istnieje piękniejszy świat. Jesteśmy brzydkie i złe, ale to dzięki nam bohaterowie widzą piękne księżniczki i przeżywają niezwykłe przygody.

- Porywacie dzieci! – oburzył się Pajac.

- Jestem tylko lalką, a nie prawdziwą wiedźmą, a jeśli nawet porywamy, to zawsze po to, by coś się działo w nudnej historii. Chyba nie zaprzeczycie, ha, ha! – roześmiała się Czarownica.

- Absolutnie się z tym zgadzam – dodał pluszowy Smok  - Szkoda, że nie mogę ziać ogniem podgrzałbym obiad niejednemu bohaterowi.

- Albo opalił futerko – powiedział smutny Miś. Na szczęście ogień zajaśniał na starym świeczniku, który kupił jakiś wzięty kolekcjoner. Inni kupili armię żołnierzyków, starą narzutę i małą szafkę. Każdy znalazł coś ciekawego na straganie Ojczulka, który teraz z radością powtarzał sobie – „warto było tu przyjechać, wreszcie mam wzięcie”. Sporo zarobił, a dzięki temu mógł sobie za to kupić dobry obiad i nakarmić swego zmęczonego konika. Kiedy kończył obiad, odwiedził go pewien pan.

- Widzę, że ma pan ciekawe przedmioty. Poszukuję oryginalnych rekwizytów do mego teatru.

- Ależ proszę sobie coś wybrać.

- Och teatr, to dopiero wspaniały los. Jesteś rekwizytem, występujesz w przedstawieniach a potem wylegujesz się w garderobie pełnej kostiumów – powiedziała rozmarzona Bodifella.

- O tak, też mi się podoba taka perspektywa bycia poduszką-aktorką – ekscytowała się Aurelka. I nagle ten pan z teatru, przypominający wielkiego czarodzieja w czarnym płaszczu zwrócił uwagę na nasze trzy poduszki. Wszystkim przyglądał się z uwagą, ale Almartę od razu odrzucił. - Och, tego się nie spodziewałam – powiedziała obrażona księżniczka. W rękach zostały mu Bodifella i Aurelka, do których uśmiechał się bez przerwy, a gdy tylko zadzwonił dzwoneczkami, roześmiał się jak dziecko.

- I jak mistrzu, które pan bierze? – zapytał Ojczulek.

- Te dwie mi się spodobały.

- Dobrze, to będzie razem 20.

- I jeszcze wezmę ten materiał, przyda się do scenografii.

- Ależ proszę bardzo, razem 30 – wyliczył Ojczulek. Pan z teatru bez zbędnych komentarzy wyciągnął pieniądze, podał sprzedawcy, pokłonił się i odszedł z poduszkami i materiałem.

- Do zobaczenia Almarto – krzyknęła Aurelka machając smutnej księżniczce, która została wraz z innymi na stoisku Ojczulka.

- Do zobaczenia gdzieś kiedyś, na pewno – odparła Almarta, powstrzymując się od płaczu, bo nawet nie zdążyła przytulić swoich przyjaciółek. Ale tak już tutaj jest, codziennie może dojść do rozstania.

- Mimo wszystko trochę jej szkoda – wyszeptała Aurelka, machając rączką na pożegnanie.

- Może kiedyś znów się spotkamy. Póki co cieszmy się tym, że trafimy do teatru! - Podczas gdy nasze dwie poduszki cieszyły się, że trafią na scenę, Almarta czekała z innymi na swoją kolej, czując jednocześnie strach i ekscytację, gdy tylko myślała, w czyje ręce trafi. Długo nie musiała się męczyć, bo oto przyszedł pewien staruszek i oświadczył, że szuka poduszki

- Jakieś konkretne wymagania? – zapytał Ojczulek.

- A, żeby była wygodna i tyle. Kolor nie ma znaczenia.

- Cóż za brak dobrego smaku – wyszeptała Almarta.

- To może ta kremowa, satynowa – zaproponował Ojczulek i zaprezentował Almartę staruszkowi, który przymierzył ją sobie pod głowę.

- O nie! – przestraszyła się księżniczka.

- A czemu nie – roześmiał się staruszek i kupił ją. Jego dom nie był bynajmniej pałacem, a raczej rozpadającą się chatką, w której panował niesamowity bałagan. Gdy Almarta to zobaczyła, załamała się. To tutaj miała spędzić większość swego życia?! Koszmar. Chciała uciekać. Ale pamiętała słowa Cesarzowej Poduchy, by przede wszystkim służyć ludziom w ich odpoczynku. Staruszek poklepał poduszkę i zatknął ją za głowę, po czym położył się w ubraniu i szybko zasnął.  „Dobranoc staruszku” – wyszeptała Almarta, staruszek odpowiedział jej tylko chrapnięciem. Jak jedni ucinali sobie drzemki, tak  drudzy przygotowywali się do nowych życiowych ról. Teatr, do którego miały trafić Aurelka i Bodifella, był położony niedaleko targu, w samym centrum miasta. Jegomość z poduszkami wszedł bocznym wejściem i od razu udał się do garderoby.

- Ejże, jest tu kto? – Zapukał dla pewności i zawołał raz jeszcze – Maestro! – Zza regału wyłonił się potężny pan z wielkim wąsem i podejrzliwie zapytał.

- To ty Henryku?

- Jak widzisz.

- A cóż tam masz?

- Prosiłeś o jakieś poduszki do spektaklu.

- A tak, no pokaż te swoje znaleziska. – Henryk podszedł i pokazał poduszki. Aurelka i Bodifella przypatrywały się swemu nowemu nabywcy, który w porównaniu z poczciwym Ojczulkiem był olbrzymem.

- Ładne. Ta w gwiazdy będzie dobra na przedstawienie o księżniczce, a ta druga, na razie gdzie indziej. – Maestro rzucił Bodifellę w ciemny kąt, gdzie poduszka uderzyła o mosiężną figurkę rycerza.

- Uważaj pokrako – odezwał się metalowy wojownik.

- Przecież to on mnie rzucił!

 - Każde niewiniątko tak mówi. Tu jest się tylko na chwilę, na kilka spektakli, tu nikt nawet o ciebie nie zadba, bo jesteś w teatrze moja droga, tu każdy udaje! – Bodi słysząc te słowa posmutniała. Maestro natomiast wyszedł z Aurelką na scenę, gdzie właśnie trwała próba. Aurelka zobaczyła na wielkim łóżku z baldachimem drobną dziewczynkę, która cały czas płakała i krzyczała, że chce stąd uciec, a dookoła tańczyły jakieś dziwne stwory.

- Stop – ryknął Maestro.  Wszyscy aktorzy natychmiast stanęli na baczność, a wielki Pan zaczął tłumaczyć.

- Jesteście beznadziejni, co za sztuczność! Och, z kim ja pracuję! Masz tutaj nowy rekwizyt. Poduszka idealna pod główkę księżniczki. – I wielki Pan rzucił Aurelką w stronę młodziutkiej, jasnowłosej aktorki , która z trudem schwyciła lecącą w jej kierunku poduszkę, bo ta uderzyła ją dzwonkiem w dłoń.

 - Auuuua – wydusiła z siebie dziewczynka i od razu położyła poduszkę na łóżku.

- Wciąż grasz zbyt słabo, ćwicz młoda panno! – Krzyczał Maestro, obrażając wszystkich dookoła.

- A wy, grający duszki, skaczcie trochę wyżej wokół łóżka. Jutro przywiążemy was linami, będziecie latali. Światła niebieskie i zielone, muzyka smutna na fortepianie – zarządzał wielki Pan i wskazywał kolejne miejsca do poprawki, aż wreszcie skończył i wszyscy się rozeszli. Tylko mała aktorka była tak zmęczona, że się w końcu położyła na łóżku. Od razu przytuliła się do Aurelki, która odpowiedziała jej ciepłym dzwonieniem

- Ach poduszeczko jak ja mam dosyć tego miejsca. Jak bardzo chciałabym stąd uciec. – Zapłakana dziewczynka powtórzyła swoją kwestię. Aurelka mimo że przede wszystkim pełniła swoją zaszczytną rolę podparcia pod głowę, stała się teraz chusteczką dla łez właścicielki. Próbowała jakoś pocieszyć dziewczynkę dobrym słowem.

- Och nie martw się moja droga, wszystko się ułoży -  wtedy dziewczynka rozejrzała się niespokojnie po scenie. Dookoła panował półmrok.

- Kto tu jest, kto do mnie mówił przed chwilą? Nie róbcie sobie żartów!

- Ja nic nie słyszałam – odezwała się zdziwiona Aurelka. Dziewczynka zorientowała się, że sympatyczny głosik dobiega z bardzo bliska, wtem otworzyła szeroko oczy i popatrzyła na poduszkę.

- To ty? To ciebie słyszę?

- Chyba tak – odparła niepewna Aurelka.

- Ale jak to możliwe? Mam zwidy, to sen jakiś, albo genialny rekwizyt mego wuja? – przyjrzała się uważnie Aurelce, która od razu odpowiedziała.

- Nie wiem. U mnie, w moim Królestwie mówi się, że kiedy właściciel usłyszy swoją poduszkę, to znaczy, że na nią zasłużył, że to jest tylko jego poduszka i ona go rozumie, i on ją także – wyjaśniła najlepiej jak potrafiła Aurelka załamującym się głosikiem.

- Niezwykłe – powiedziała dziewczynka.

- Jestem Aurelka, przybyłam z Królestwa Wielkiej Poduchy.

- Ach, czy to daleko?

- Nie wiem, jechaliśmy wozem z innymi poduszkami i potem znalazłam się tutaj, wraz z moją towarzyszką.

- A więc zostawiłaś swój dom? A masz rodziców?

- Tak, zostawiłam mamę i tatę, by służyć ludziom

- A oni? Też służą w innych domach?

- Kiedyś tak. Każde służyło gdzie indziej, a teraz wrócili do Królestwa Wielkiej Poduchy. Może za niedługo sami znów wybiorą się w drogę by służyć ludziom, ale też nie muszą, to ich wybór.

- Zatem poduszka nie musi służyć dożywotnio swojemu właścicielowi?

- Najpierw musi przejść próbę, musi służyć ludziom, potem może uciec, jeśli jej się uda i wrócić do swoich. – Dziewczynka słysząc to zastanawiała się chwilę, po czym powiedziała.

- Widzisz, mam na imię Gabi, ja też chciałabym wrócić do domu, do swojej siostry i cioci. Mam już dosyć tego miejsca.

- Ale przecież, myślałam, że to jest twój dom. To wspaniałe miejsce,  niejedno dziecko chciałoby być tutaj, ja zawsze chciałam…

- A jednak, ja mam dosyć. – odpowiedziała zrezygnowana Gabi, w której oczach już zbierały się łzy.

- Jak się tutaj znalazłaś? – zapytała poduszka i zadzwoniła wesoło.

- Och. To długa historia. Ten potężny pan, Maestro, ten co wszystkimi rządzi. Jest moim wujem, zabrał mnie z domu do tego swojego teatru.

- Ale czemu zabrał?

- Na początku chciałam być aktorką, chciałam zostawić swoją rodzinę i grać. Wychowywałam się u wujostwa, bo wcześnie straciłam rodziców. Wuj pokłócił się z ciocią i zabrał mnie do swojego teatru, bym tutaj grała. Na początku było ciekawie, ale z czasem wuj stał się tyranem, który nie dba o nic i o nikogo. On tylko widzi przedstawienie i każe ci grać szczęśliwą, gdy tobie chce się  płakać. Mam już tego dosyć.

- Ach, tak mi przykro. Zatem chcesz uciec?

- I to choćby dzisiaj. Od dłuższego czasu planuję ucieczkę.

- Weźmiesz mnie ze sobą?

- Tak. – Gabi wyciągnęła spod łóżka mały worek, gdzie miała wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy.

- A czy weźmiesz jeszcze kogoś?

- Kogo? Jestem sama – zdziwiła się Gabi.

- Widzisz, ja tu przybyłam z moją przyjaciółką.

- Z drugą poduszką, tak?

- Właśnie, ona jest chyba w garderobie, ale nie jestem pewna.

- Ach tak, no dobrze, sprawdźmy. O tej porze wuj nie powinien już tam być.

Kiedy Gabi weszła do garderoby, okazało się, że jednak Maestro tam jest i smacznie śpi, a co gorsza, pod jego głową była poduszka Bodifella.

- Och nie. – załamała się Aurelka.

- Spokojnie, wypłoszymy wuja.

- Jak?

- Coś musi go obudzić, zaniepokoić. Wuj jest czuły na dźwięki  – Gabi wybiegła na korytarz i zaczęła hałasować blaszanymi wiadrami. Robiła to na tyle głośno, że Maestro po chwili zerwał się z kanapy i poszedł sprawdzić, co się dzieje. „Co u licha?” Gabi wbiegła drugim wejściem do garderoby

To ta poduszka w żółte wzorki – nakierowała ją Aurelka i Gabi szybko porwała Bodifellę.

- Aurelko, co robicie? – pytała nerwowo Bodi.

- Uciekamy.

- Ale jak to? Nie zagrałyśmy jeszcze swego przedstawiania.– dziwiła się rozczarowana Bodi. – Gabi ściskała poduszki mocno pod ręką i zaczęła zbiegać po schodach, niestety wszędzie było bardzo ciemno. W końcu dziewczynka straciła równowagę i się przewróciła. Wpadła chyba na jakieś sprzęty, bo zrobiła jeszcze więcej hałasu niż wcześniej, co oczywiście nie umknęło uwadze Maestra, który był przekonany, że chyba do teatru włamali się złodzieje.

- Kto tam jest?! Ostrzegam, złapię cię! – Obolała Gabi jakoś się pozbierała, ale kompletnie straciła z oczu Aurelkę i Bodifellę.

- Gdzie jesteście? – Wyszeptała zdesperowana, walcząc z czasem.

- Tutaj! – Krzyczały dwie poduszki. – Rozległy się ciężkie kroki, błysnęło światło. Gabi w ostatniej chwili chwyciła Aurelkę i po cichu, jak tylko potrafiła umknęła. Biegła szybko, powstrzymując oddech, aż wreszcie wybiegła z teatru i schowała się za jakimś drzewem.

- Och nie, nie ma z nami Bodi – zauważyła Aurelka.

- Przepraszam, nie dałam rady. – tłumaczyła Gabi, łapiąc nerwowo oddech.

- I co teraz, uciekasz dalej, czy…

- Nie mogę tam wrócić, przykro mi. – powiedziała Gabi.

Maestro wciąż nie mógł pojąć co się stało, czy ktoś się włamał do teatru, czy to może myszy tak hałasują. Akurat kot Herbo snuł się po korytarzu, gdy zauważył leżącą poduszkę Bodifellę. Ona na widok kota się przestraszyła.

- Proszę nie rób mi krzywdy – prosiła, ale kot niewiele mówił, tylko patrzył podejrzliwie na nią swoimi zielonymi oczami, w których kryła się jakaś tajemnica.

- Znów jestem sama, nie ma mojej przyjaciółki, tej z dzwoneczkami. Przyznaję, że jej zazdrościłam, też chciałam grać w teatrze, być rekwizytem. Och, ale najbardziej chciałam być obok niej, a teraz się rozstałyśmy, być może już na zawsze. A tak niewiele brakowało. A teraz ty? Co chcesz mi zrobić? – Pytała przestraszona Bodifella. Kot wpatrywał się w nią i przerażał coraz bardziej. W końcu wziął ją w zęby i uciekł. Maestro wrócił do garderoby i od razu się położył, dając sobie spokój z szukaniem złodziei. Sen był silniejszy od gniewu. Na sen jednak nie mogła sobie pozwolić roztrzęsiona Gabi, która teraz przemykała przez miasto z poduszką i workiem pełnym najpotrzebniejszych rzeczy.

- Daleko jeszcze? – pytała Aurelka.

- Jeszcze trochę. Musimy przejść do końca tej ulicy, a potem będzie las,  a potem niewielka wioska, gdzie stoi mały domek

-  I to w nim mieszkają twoja ciocia i siostra?

- Właśnie

- Z kim ty rozmawiasz dziecko? – pytała zdziwiona kobieta z pobliskiego straganu z warzywami.

- Czasem mówię do siebie – wyjaśniła pośpiesznie Gabi i przyspieszyła kroku.

- Aurelko, wybacz mi, ale na razie nie będziemy rozmawiały, by nie wzbudzać podejrzeń

- Ma się rozumieć – przyznała rację poduszka i zamilkły obie na długi czas, gdy pokonywały kolejne kilometry w podróży. Wreszcie miejskie zabudowania ustępowały ogrodom, łąkom, lasom. Tu można było już swobodniej się poruszać i rozmawiać. Podczas gdy Gabi i Aurelka zmierzały do domu, Kot Herbo przemierzał korytarz teatru, trzymając w zębach Bodifellę, która bynajmniej nie była z tego powodu szczęśliwa.

- Uważaj futrzaku, wyglądam jak kocmołuch i po co ty mnie ze sobą targasz!? I nie śliń się tak! – Krzyczała. Herbo przyszedł do garderoby Maestra i położył poduszkę tuż obok sofy, po czym wskoczył na Maestra i polizał go w policzek. Ten od razu cały zły się obudził i ryknął.

- Co znowu się dzieje!! – Kot szybko zbiegł, a Maestro wstał i zauważył leżącą na podłodze czarno-żółtą poduszkę. Od razu ją sobie podłożył pod głowę i zasnął, a na jego srogiej twarzy zagościł dawno nie widziany uśmiech. „I znów wszystko na opak” – pomyślała smutna Bodifella, mając jednak nadzieję, że kiedyś dostanie się na scenę.

Oj tak, wszystko było na opak. Almarta miała dość tego brudnego domku, w którym się teraz znajdowała. W końcu sobie postanowiła, że stąd ucieknie, „choćby i dziś!”.  Gdy staruszek się przebudził i wstał, nieco odetchnęła. Właściciel poszedł sprawdzić coś w warsztacie, a poduszka szybko zeskoczyła z łóżka i wybiegła do sieni. Gdy akurat staruszek coś przekładał na półkach, nagle poczuł się jakoś słabo i upadł. Rozległ się nieprzyjemny hałas spadających narzędzi.

- Ratunku – powiedział ledwo słyszalnym głosem.

- O nie, czemu akurat teraz! – krzyknęła niezadowolona Almarta , ale ślubowała przed Cesarzową Poduchą, że będzie wspierała każdego człowieka w jego trudach. Musiała jakoś pomóc swojemu właścicielowi. Jak? Była tylko poduszką. Rozejrzała się po domu, ale nigdzie nie potrafiła znaleźć czegoś lub kogoś, co mogłoby pomóc w tej trudnej sytuacji. Wtem usłyszała wesołe pogwizdywanie, ktoś nadjeżdżał rowerem. Postanowiła zaryzykować, szybko wyjęła z torby sznurek z małym ciężarkiem i zarzuciła na klamkę, uwiesiła się na sznurku i ciągnęła z całych sił, aż klamka puściła i drzwi się uchyliły. Popchnęła je i natychmiast wybiegła na drogę, tuż przed koła rowerzysty, jak się okazało Listonosza, który zupełnie stracił panowanie widząc, że coś mu się plącze między kołami. Z trudem zahamował i wylądował w trawie.

- Co jest? – zapytał spoglądając pytająco to na poduszkę to na otwarte drzwi domu staruszka. Wstał, otrzepał ubranie i wziął Almartę do ręki.

- Panie Karwel, jest pan tam? Zgubił Pan chyba poduszkę.

- Pomocy.- zawołał głośniej staruszek. Teraz listonosz usłyszał, zaskoczył i wbiegł do domu, gdzie zastał leżącego pana Karwela. Pochylił się nad nim i pytał troskliwie.

- Co się stało Panie Karwel?

- Upadłem, pomóż mi…

- Oczywiście. Ułożę pana na łóżku. Tu jest pańska poduszka – przygotował posłanie i z trudem podniósł Staruszka. Położył go na łóżku, a pod głowę dał poduszkę Almartę, która ku swemu niezadowoleniu znów była na swoim starym miejscu.

- Ech, co za los – zasmuciła się.

- Dobrze się pan czuje? Pojadę po lekarza, to dwadzieścia minut.

- Chyba złamałem rękę – wyszeptał staruszek.

- Wrócę – obiecał listonosz i prędko pojechał w stronę centrum. Ale wielce się zdziwił, bo akurat doktora nie było u siebie.

- Pojechał do Pani Rawens. – Och to w drugą stronę. Listonosz przyspieszył i pędził jak oszalały.

Tymczasem Gabi stała z Aurelką u drzwi swego domu, ukrytego między gęstymi krzewami.

- To tutaj Aurelko – powiedziała wzruszona.

- Ładnie. – przyznała poduszka

- Och, nawet nie wiesz, jak mi serce bije – powiedziała uradowana i zapukała energicznie w drzwi.

- Właśnie słyszę – wyszeptała Aurelka. Drzwi natychmiast się otworzyły i stanęła w nich jakaś jasnowłosa dziewczynka podobna do Gabi.

- Gabi? To ty?! Właśnie czekamy…

- Wróciłam kochana, dzień dobry Emilko – przytuliły się

- Ciocia jest chora, właśnie czekamy na lekarza. – Wyjaśniła Emilka. Gabi wbiegła natychmiast do pokoju, gdzie zastała leżącą w łóżku ciocię, która widząc gościa otworzyła szeroko oczy.

- Ciociu, to ja…

- Gabi, moja mała. Wróciłaś – przytuliły się.

- Tak bardzo tęskniłam za wami.

- A teatr?

- Nie teraz. Długo by opowiadać.

 - Wuj to istny tyran – przyznała z bólem w głosie ciotka

  - Co się stało? – zapytała z niepokojem Gabi.

- Ach, boli mnie w krzyżu. Tak już od tygodnia, chyba za dużo ostatnio nosiłam, nie wiem – Aurelka popatrzyła z troską na ciotkę i powiedziała do Gabi.

- Pomogę jej, podłóż mnie pod jej głowę.

- Jesteś pewna? – Zapytała Gabi.

- Pewna? Boli mnie aż za bardzo – wyjaśniła ciocia zdziwiona tym pytaniem. Gabi się zarumieniła, bo zapomniała, że tylko ona potrafi rozmawiać z poduszką.

- Spróbujmy trochę zmienić położenie. Emilko pomóż mi. –  Zasugerowała Gabi. Siostry delikatnie podniosły głowę cioci i podłożyły Aurelkę, która od razu wesoło zadzwoniła swoimi dzwoneczkami.

- Jaka ładna poduszka – zauważyła ciocia.

- Dziękuję – wyszeptała Aurelka.

- O tak, śliczna, dostałam ją w teatrze. A teraz odpoczywaj – znów wesoło zadzwoniły dzwonki i jakiś spokój zagościł na twarzy cioci.

- Wreszcie się uspokoiła, wcześniej nie mogła usiedzieć w miejscu. To przez te bóle. - przyznała Emilka.

- Och, dobrze, że jestem już z wami. – Ucieszyła się Gabi i rozejrzała się po domu.

  – Nic tu się nie zmieniło – stwierdziła ze wzruszeniem

- Nic, a nic. Tylko ciocia jakoś ostatnio narzeka na zdrowie. Sama widzisz. Lekarz za niedługo powinien przyjechać. - I rzeczywiście, po paru minutach, ktoś energicznie zapukał do drzwi. Tym razem otworzyła Gabi. W drzwiach stał zdyszany doktor.

- Panie wzywały? – zapytał.

- Tak, proszę panie doktorze – lekarz wszedł do pokoju, gdzie leżała ciocia uśmiechnięta od ucha do ucha. Nagle wstała z łóżka i zaczęła sobie podrygiwać i tańczyć, jak gdyby nigdy wcześniej nie miała żadnych problemów zdrowotnych.

- Więc co dolega? – zapytał zniecierpliwiony doktor, poprawiając okulary.

- Właśnie… nie wiem, czuję się teraz doskonale. Wcześniej bolały mnie plecy i czułam się taka słaba, kręciło mi się w głowie, a teraz czuję się wspaniale. Czuję się taka lekka i młoda! Mówiła uradowana ciocia.

- Może ta poduszka mi pomogła, a może to powrót mojej siostrzenicy? - Pan doktor zmarszczył brwi popatrzył po wszystkich i odparł.

- Gdyby tak każdy zdrowiał przed moją wizytą. Najwyraźniej przemęczenie i nerwobóle. Skoro pani się czuje dobrze… – Odwrócił się od nich, ale już w drzwiach stał zdyszany listonosz.

- Panie doktorze, potrzebujemy pomocy, pan Karwel chyba sobie złamał rękę!

- Dobrze już jadę – powiedział zniecierpliwiony lekarz. Wsiedli obaj na swoje rowery i pojechali.

- To naprawdę poważne, w jego wieku – tłumaczył nerwowo listonosz. Wreszcie dojechali

 Gdy doktor przekroczył próg domu pana Karwela zdziwił się wielce. Staruszek właśnie porządkował swój dom, energicznie machał miotłą, przestawiał skrzynie i meble.

- W pańskim stanie? Przecież! – Dziwił się także listonosz . – Pan Karwel się uśmiechnął i odparł:

- Sam nie wiem, jak to się stało, położyłem się na w łóżku, pod głową miałem tą wygodną poduszkę, odpocząłem i proszę, wreszcie wysprzątam swój dom! – ucieszył się starszy Pan.

- Niesłychane. Za niedługo nie będę chyba już nikogo leczył – odparł niezadowolony Pan doktor i wyszedł śpiesznym krokiem.

- Panie doktorze, przepraszam, że jestem zdrowy – zażartował Pan Karwel. Zdrowa była także pani Ravens, która od razu wzięła się do pracy i upiekła pyszne ciasto. Zapachniało w całym domu plackiem z owocami, w sam raz na powrót siostrzenicy.

Nadeszła i pora, by uzdrowić Maestra Potwora, który już wystarczająco długo truł siebie i innych swoim gniewem – jak pomyślała Bodifella. Zbudził się Maestro z uśmiechem, bo jeszcze nigdy nie spał tak spokojnie i usłyszał jakiś szept przy uchu.

- Któż to? – zapytał przerażony.

- Doprawdy, im większy człowiek, tym bardziej strachliwy. To ja. – odpowiedziała spokojnie Bodi

- Kto? Ja? Co to za głupie żarty. Czy ja śnię ?

- Sen się skończył drogi panie, a ty rozmawiasz ze mną: Bodifellą Wspaniałą – przedstawiła się. – Maestro przełknął ostrożnie ślinę i spojrzał zdziwiony na poduszkę. Potrząsnął nią, pomacał, jakby szukał tam czegoś. Aż nagle ujrzał sympatyczną buźkę Bodifelli.

- Oj przestań ty łobuzie, to niegrzeczne z twojej strony! – Upomniała go.

- Ty mówisz do mnie, poduszka? Chyba ze mną coraz gorzej!

- Wypraszam sobie takie traktowanie. Może tylko ja ci jestem w stanie przemówić do rozsądku!

- Poduszka? – zapytał ze śmiechem Maestro.

- Dla ciebie Bodifella Wspaniała! A ileż razy na przedstawieniu dla dzieci rozmawiał pan z jakimiś przedmiotami?

- Udawałem.

- A teraz może to jedyna chwila, byś zrozumiał coś ważnego i wrócił do rodziny. – Maestro się zamyślił i zapłakał. Nikt jeszcze do niego tak nie mówił, bo nikt by się nie odważył tak mówić do wielkiego Maestra, a z pewnością żadna poduszka. Ale Bodifella okazała się mądrą poduszką, która wie, co jest najważniejsze i wiedzą tą zawsze będzie chciała obdarować swego właściciela.

- Więc jak będzie Maestro? – zapytała zniecierpliwiona. Wielki groźny pan teraz ocierał łzy.

- Najtrudniej prosić o wybaczenie – wyjąkał zawstydzony Maestro.

- A cóż to dla Pana, w swoich przedstawieniach pewnie niejeden raz pan przegrał.

- Może i tak, ale w życiu jest trudniej.

- Da pan radę, w razie czego przytuli się pan do mnie.

- Dziękuję – roześmiał się Maestro.

- Chcę jeszcze prosić pana o przysługę – zaczęła.

- Widzę, że jesteś uparta, więc nie sposób tobie odmówić. Czego potrzebujesz?

- Widzi pan, miałam dwie przyjaciółki, dwie poduszki. Rozstałyśmy się. Tak bardzo chciałabym sprawdzić, co z nimi teraz.

- Gdzie ich szukać?

- Pana siostrzenica zabrała jedną i uciekła do domu,

- Gabi uciekła? – zdziwił się Dyrektor.

- To przez pańskie zachowanie – oceniła Bodi. Maestro jeszcze bardziej się zawstydził.

- A ta druga poduszka? – Zapytał.

- Hmmm może Ojczulek, ten wędrowny sprzedawca będzie coś wiedział?

I udał się Maestro z Bodifellą na rynek, gdzie od razu znaleźli powóz i Ojczulka, który słysząc pytanie o poduszki odparł od razu:

- Ano miałem, dwie poszły do Pańskiego teatru, jedną pan nawet trzyma przy sobie.

- A trzecia, taka jasna, z wyszytą koroną? – dopytywał się Maestro.

- Taki staruszek ją kupił, ale nazwiska nie pamiętam – westchnął Ojczulek.

- Zapewne do pana Karvela, on ostatnio chwalił się swoją leczniczą poduszką – wtrącił Listonosz, który akurat przejeżdżał.

- Kupmy tą fioletową poduszkę – zaproponowała Bodi pokazując Maestro starą dużą poduszkę. I kupili. Ojczulek się ucieszył, a Fioletowa Poducha znów poczuła się potrzebna

- Och, jakże się cieszę, że znów idę w świat.

- A teraz Maestro ruszamy do rodziny- zarządziła Bodifella, aż fioletowa poducha była pod wrażeniem, że tak ogromny i groźny pan słucha takiej małej poduszki. Wrócił wuj marnotrawny akurat na ciasto, które upiekła pani Ravens. Stał długo w drzwiach i patrzył ze smutkiem na swoją żonę.

- To ty – zdziwiła się małżonka. Gabi także zauważyła wuja i z płaczem wyznała:

- Wujku przepraszam, że uciekłam, ale…

- Nie dziecko, nic nie mów. To ja was wszystkie przepraszam. Wybaczcie mi mój egoizm. Chciałem by Gabi była wielką aktorką, dzięki której mógłbym się wzbogacić. Przepraszam – uklęknął i opuścił głowę.

- Już dobrze mój drogi, długo czekałam na te słowa. Ale po ci te poduszki? Mamy ich pod dostatkiem – zdziwiła się pani Ravens.

- To skomplikowana sprawa – odparł zakłopotany Maestro, udając się do wyjścia.

- Cały czas coś komplikujesz – podsumowała pani Ravens.

- W teatrze się to przydaje – odparł.

- A w życiu nie za bardzo – skwitowała pani, widząc, że mąż już chce uciec.

- Jeszcze gdzieś wychodzisz? Dopiero co wróciłeś.

- Z jednej roli do drugiej, jak w teatrze.

- W naszym życiu zostań na dłużej.

 - Muszę jeszcze kogoś odwiedzić – zasugerował Maestro.

- Kompletnie nie rozumiem – wzruszyła ramionami pani Ravens.

- To ważne moja droga.  – powiedział Maestro pakując kawałek ciasta.

- Tak ważne, żeby brać ciasto i poduszki?

- Słodycz zawsze przekona najbardziej opornego. Interesy mnie wzywają, a potem już będziemy razem – odparł Maestro.

- Ale po co ci do tego jeszcze poduszka? – zdziwiła się Pani Ravens

- Chyba wiesz moja droga. – Maestro mrugnął do Gabi i pogłaskał Bodifellę, która pomachała Aurelce.

- Znów razem – wyszeptała poduszka Aurelka.

- Nie rozdzielimy was – wyszeptała Gabi. Oczywiście wzięła ze sobą Aurelkę i poszli z wujem do Pana Karwela. Pani Ravens wciąż nie rozumiała, dlaczego jej mąż i siostrzenica rozmawiają z poduszkami. Ale jeszcze trudniej było sobie wyobrazić, co też Pan Karwel myślał, gdy przed jego drzwiami stanęli zupełnie obcy ludzie z poduszkami i z ciastem. No pyszne ciasto można jeszcze wybaczyć, ale cóż to za okazja?

- Złota nić – wyszeptała Bodi.

- Nigdy nie wiadomo, kogo połączy i w jaki sposób – dodała Aurelka

- Więc państwo przychodzicie tu w sprawie poduszki? – zdziwił się słysząc jakieś mgliste wyjaśnienia Maestra.

- Kupiłem ostatnio taką oto wygodną poduszkę - i pokazał Almartę, która od razu krzyknęła na widok swoich drogich przyjaciółek.

- Chciałbym ją od pana odkupić? – zaproponował Maestro.

- Moją poduszkę, odkupić, ale po co panu? – dziwił się Karwel

- Ach, długo by opowiadać – Maestro spojrzał porozumiewawczo na Bodifellę, która mu podpowiedziała.

- Niech pan powie, że jest kolekcjonerem.

- Jestem kolekcjonerem poduszek – oświadczył Maestro.

- Kolekcjonuje pan poduszki, a to ci dopiero – roześmiał się Karwel.

- Właśnie tej potrzebuje do kolekcji.

- A ja jej potrzebuje do snu, bardzo wygodna, mówię panu – Maestro od razu przerwał te wątpliwości i rzekł:

- Dam panu tę oto sakiewkę i tą fioletową poduszkę – to oczywiście była stara fioletowa poducha, która przez ostatni czas skarżyła się, że nie została przez nikogo zauważona.

- Ale czemu tak panu na tym zależy? – dziwił się staruszek.

- Bardzo mi się ona podoba, błagam pana. Oto sakiewka, pachnące ciasto i nowa poduszka jako rekompensata – przekonywał Maestro. Staruszek poklepał fioletową poduchę kilka razy i dodał – powinna być wygodna - a kiedy tylko spojrzał na zawartość sakiewki pełnej złotych monet, zgodził się.

- A niech mnie, to przecież majątek! Dziękuję państwu, wręczcie będę mógł zrobić remont w swoim gospodarstwie – wykrzyknął na pożegnanie odchodzącym gościom. Wszyscy szczęśliwi wrócili do domu razem z trzema poduszkami: Bodi, Aurelką i Almartą

- Trochę żal mi go opuszczać – wyznała Almarta

- Ale w ten sposób stara Fioletowa Poducha zyskała swoje miejsce, a ty będziesz z nami – wyjaśniła Bodifella i jeszcze szepnęła Maestrowi na ucho.

- Może moja przyjaciółka zagra kilka razy w przedstawieniu?

- Ta najdroższa?

- A tak, to prawdziwa księżniczka wśród poduszek – zapewniała Bodifella.

- Mogłabym? – ucieszyła się Almarta.

- Wszystkie zagracie po kolei – uprzedził Maestro.

- A nie brakuje panu jeszcze jakiś rekwizytów. Moglibyśmy je nabyć u tego wędrownego sprzedawcy. On ma mnóstwo różnych ciekawych rzeczy. Znam ich wszystkich, oni już służyli ludziom jak tylko potrafili, dawali ciepło, światło, zabawę, teraz znów czekają na swoją nową rolę.

- Czy wypada odmówić takiej poduszce jak ty? – zapytał ze śmiechem Maestro

- Poduszka ma zawsze rację, zna sny ludzi wielkich i małych, a to jest potęga – odpowiedziała Bodi. Maestro porzucił rolę dyrektora teatru i skupił się teraz na rodzinie, o której kiedyś tak śnił. Ojczulek sprzedając swoje skarby, całkiem przyzwoicie wyszedł na tym interesie i nie musiał już tułać się tak bardzo po świecie. Większość Pajacyków, poduszek, lamp czy innych osobliwych przedmiotów znalazła swoje miejsce w tetrze, a wszystkich ich łączyła złota nić wspólnoty. Almarta grała coraz więcej przedstawień, aż któregoś dnia przybył do teatru Książę Maruder, który tak się skarżył, że nie może się wyspać na żadnej poduszce. Zobaczył Almartę w przedstawieniu, gdzie jedna z bohaterka usnęła bez problemu i uwierzył, że też mógłby się wyspać dzięki takiej poduszce.

Udał się więc za kulisy. Początkowo nawet zakładał, że mógłby wykraść poduszkę, ale to by nie było honorowe. Zaproponował, że ją odkupi.

-  To wyjątkowa poduszka. Za ile pan ją chce?  - pytał Maestro, spoglądając na Bodifellę.

- Ach, ile pan chce?

- Tak, chciałabym być u księcia, a poza tym Maestro odzyska pieniądze, które zapłacił Staruszkowi za mnie – oznajmiła Almarta.

- Więc znów się rozstaniemy? – zapytała smutna Bodi

- Zawsze marzyłam, by dźwigać książęcą głowę, a poza tym pamiętaj o naszej złotej nici. - Bodifella potwierdziła oczekiwania swej przyjaciółki i Maestro napisał jakąś długa kwotę na kartce. Książę ją przeczytał i zapytał:

- Czy ma pan jeszcze jakieś warunki?

 - Chciałbym, żeby pańska poduszka od czasu do czasu wystąpiła w moim teatrze – zaproponował Maestro

- To będzie dla mnie zaszczyt – ucieszył się Książe.

- I znów będziemy się spotykały – ucieszyła się Almarta. Książe wyciągnął pełną sakwę złotych monet.

  - Kto by pomyślał, że tyle będę warta – ucieszyła się Almarta. Maestro też był szczęśliwy, bo za taką sumę mógł zrealizować więcej spektakli dla biednych dzieci. Księżniczka Almarta została sprzedana księciu, z którym się wreszcie dogaduje i doradza mu kwestiach doboru pościeli, tak że książę ostatnio zaangażował się w produkcję wygodnych i pięknych poduszek, bo każdy ma prawo do wygodnego snu. I pamiętaj, nie zadzieraj z poduchami, one wiedzą, jakimi raczysz się snami.



 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

GREG ZORBA. PIĘKNA KATASTROFA

BAJKA O POCIĄGU

BAJKA O GITARZE