19 POŁUDNIK
Jedną z cudownych właściwości sztuki jest to, że pozwala nam poczuć, jakby to było, gdyby… gdyby szanowny pan Bartłomiej Czop został prezydentem naszego kraju. Tak na marginesie, każdego kto przyjmuje na swoje barki obowiązki prezydenta, szczerze podziwiam – ja bym nerwowo nie wyrobił. Nie zostajesz szefem firmy, koncernu czy wojewodą, zostajesz prezydentem, do którego cały naród ma pretensje. Będąc politykiem nigdy nikogo nie zadowolisz. Sztuką jest po prostu balansowanie między nastrojami i potrzebami społecznymi.
Bohater tejże sztuki, zrealizowanej w Teatrze telewizji, Bartłomiej Czop to taki ciekawy polityczny frankenstein, w którym możemy znaleźć najgorsze cechy polityków, choć niektórzy w tej kreacji jasno dopatrywali się osoby Andrzeja Leppera, prostego chłopa, którego wybrał zdesperowany naród, nie wierzący już tak zwanym elitom. Prosty chłop, który zna ludzkie problemy, który jest jednym z nas, sąsiadem zza płotu, który zna trud fizycznej pracy, który nie zawiedzie i nie będzie się zasłaniał jakąś tam dyplomacją, uderzy w stół i kopnie kogo trzeba, żeby tylko postawić na swoim.
Andrzej Grabowski, który w tamtym czasie (2003 r.) święcił triumfy swoją kreacją Ferdka Kiepskiego, obywatela, który delikatnie mówiąc nie potrafi się dostosować do ładu społecznego, teraz oto został mianowany jednym z najbardziej charakterystycznych prezydentów, wprowadzających nowe reguły w polityce międzynarodowej. A czemu nie? Czop zamierza skończyć z kompleksami polskimi i rozprawić się z tymi wrzodami, które przez lata jątrzyły jego ojczyznę. Żeby tak twardo odpowiedzieć Niemcom, USA, a potem Rosji. To, o czym marzył zwykły Kowalski, urażony bolesną historią swej ojczyzny, realizuje teraz Bartłomiej Czop, wskazując niskie stołki dla swych zagranicznych gości. Polityka zagraniczna to jedno, a trzeba jeszcze zaprowadzić porządek na swoim podwórku.
Tu fantazja Czopa jest jeszcze większa. Skoro naród oczekuje od niego bezwzględności wobec kryminalistów, prezydent nie zawodzi. Nie zamierza się cackać z największymi przestępcami, mafiosami i utrzymywać ich w więzieniach. Ma znacznie ciekawszy plan. Chce wpakować ich wszystkich do autokarów i wysłać na wycieczkę nad morze. Jak miło z jego strony. Niech coś mają od życia w tym swoim posępnym dożywociu. I akurat dziwnym trafem podczas jednego z postojów, niedaleko poligonu wojskowego, na autokary pełne przestępców spadną bardzo duże pociski. Oczywiście kierowcy akurat w tym czasie pójdą sobie gdzieś na siku, a już po kilku minutach po autokarach zostaną tylko zgliszcza i zwęglone ciała największych kryminalistów. A jeśli ktoś jeszcze ośmieli się łamać prawo, niech będą dla niego przestrogą publiczne egzekucje. Nie szkodzi, że nie będzie mógł ich oglądać w danym mieście. Będą transmisje telewizyjne, wysoka oglądalność i spore zyski z reklam… mocnych sznurów. A jeśli wciąż się miotasz między bezrobociem a zasiłkiem, to prezydent Czop-Swój Chłop będzie miał dla ciebie robotę przy budowie muru, prawie jak w Berlinie, albo raczej jak w Chinach. To będzie mur graniczny, żeby nie przedostawali do naszej ojczyzny uchodźcy. Unia Europejska na pewno wesprze finansowo tą ideę, bo inaczej nasz kraj będzie przerzucał tych uciekinierów dalej do Europy.
Nie da się ukryć, że Czop aspiruje do przywódcy totalitarnego i wcale się tego nie wstydzi. My z kolei się łapiemy na tym, że od czasu do czasu taki prezydent, który wszystkim pokaże twarda pięść, nie byłbym złym rozwiązaniem. Ale to nie może trwać wiecznie. Prezydent Czop swoimi radykalnymi rozwiązaniami przysparza sobie coraz więcej wrogów, a z kolei cała opozycja, zbiera już amunicję w postaci niezadowolonych. Może Pan Czop łaskawie się usunie, zanim doprowadzi do kompletnego zniszczenia kraju? Oj usunie, usunie. Wielka nadzieja zmęczonych Polaków narobi burdelu i powrócą ci wielcy odrzuceni, którzy jeszcze przed paroma miesiącami byli najgorszymi łajdakami. Ale zostali skompromitowani inaczej: przegrali z Bartłomiejem Czopem. A teraz mają być remedium na to wszystko co Czop zrobił podczas swojej krótkiej kadencji. I tak pięknie się uzupełniają pozornie przeciwne sobie partie polityczne. Jedni partolą, drudzy wracają w chwale niczym zbawiciele, by po jakimś czasie ustąpić miejsca swoim dawnym rywalom. I tak odbija się piłeczka między zaufaniem.
Tytułowy 19 POŁUDNIK to południk dzielący Polskę na połowę, a względem niego ustala kolejne linie i tworzy mapy. To linia podziału, to szukanie środka, równowagi w tym dziwnym ustroju, jakim jest demokracja, gdzie nigdy nikt nie będzie w pełni zadowolony, stojąc ciągle przed uciążliwym wyborem mniejszego politycznego zła.


Komentarze
Prześlij komentarz