UTALENTOWANY PAN RIP...LEY. O UMIEJĘTNOŚCI SZYBKIEGO UCZENIA SIĘ


UTALENTOWANY PAN RIPLEY. TWÓJ NOWY CIEŃ


Żywot Toma Ripleya przypomina trochę życie płatnego zabójcy Szakala o wielu twarzach, który nie posiada w sobie rdzenia własnej tożsamości, a tym samym nie działa on przeciw sobie, swoim wartościom czy sentymentom. Jest pusty i bezwzględny, zawsze gotowy, napełnić się odpowiednim kontekstem, by wybronić się z opresji. I chociaż słodki Tomy nie ma zleceń na zabijanie państwowych przywódców, to jednak jest w stanie bez problemu zabić bogatego chłopaka, podrobić jego podpis i przejąć tożsamość, by żyć na wyższym poziomie. Historia Toma Ripleya spisana ponad 60 lat temu przez Highsmith, przełożona pierwszy zekranizowana przez René Clémenta i następnie przez Anthony’ ego Minghellę, przeraża swoją aktualnością. I nie chodzi tu tylko o brutalne morderstwa. Gdzieś poza tym kryminałem ukazuje się obraz człowieka nijakiego, konturu, w który wpada zbyt wiele różnych osobowości, złodzieja tożsamości, który zrobi wiele, by dostać się na szczyt. Zwycięży kameleon, który dostosuje rekwizyty do nowej sceny, w odpowiednim momencie zabije poprzednią, niewygodną tożsamość, by przejąć inną.

 

RIPlay

RIP, RIP, RIP…PR, PR

Hip, hip, Hurrrrra

 

Replay, replay

 

Na tym przecież polega dzisiejszy sukces, aby zabić, pożegnać (RIP) jedno wcielenie, zrehabilitować swój wizerunek i szukać kolejnych wzorców, by dostosować się do otoczenia i przyjąć barwy ochronne (o których niegdyś traktował Zanussi). To część rozwoju. Zabijamy niewygodne tożsamości, charaktery i ładujemy w sobie nowe, bardziej dopasowane, eleganckie, by lepiej wtopić się w otaczający nas kontekst kulturowo-społeczny. Następnie podejmujemy kolejną dogrywkę (replay).

Ale „Utalentowany pan Ripley” to także ciekawa historia o równowadze w tej dziwnej rzeczywistości. Mamy tu marnotrawnego syna, który pragnie żyć pełnią życia z dala od swojego ojca, magnata stoczniowego, płacącego za niego rachunki. Dickie Greenleaf (Jude Law) uciekł od swoich korzeni i obowiązków. Zniecierpliwiony ojciec widząc, że nie ma godnego następcy w swojej stoczni, postanawia ściągnąć syna do siebie. I tu właśnie wynajmuje sympatycznego Toma (człowiek godnego zaufania, powiernika), który ma nakłonić marnotrawnego syna do powrotu do domu, lecz kto by przewidział, że marnotrawny syn uwiedzie swoim życiem posłańca, a ten w końcu zagarnie jego życie. Może tak być powinno, że gdy jeden marnuje swoje życie, inny z niego korzysta. Wszystko się wyrównuje. Życie Dickiego to życie polegające na spełnianiu kaprysów, wielka improwizacja jazzowa, utrzymana w duchu chłopięcej przygody. Ciągła ucieczka przed odpowiedzialnością i zobowiązaniami wobec rodziny, by nieustannie kontestować życie w wielu wymiarach. Mimo, że Dickie ma narzeczoną, Marge (Gwyneth Paltrow), pisarkę, to nie odmawia sobie od czasu do czasu flirtów z innymi dziewczynami. Chce korzystać z życia, a Tomy tylko mu się przygląda i zapamiętuje jego słabości, by w odpowiednim momencie go ukarać. A może jest zazdrosny i chciałby być dla Dickiego kimś więcej? Przyjacielem, kochankiem? Zbliż się Dickie. W wannie jesteś zupełnie nagi i niewinny. Tak kuszący i piękny. Adonis słodki. Gdybyśmy się razem wykąpali, zanurzyli w tym płynnym zwierciadle, zjednoczyli w swoich odbiciach, jak pokrewne dusze.

Jedzie pociąg z daleka, a w przedziale siedzą Tomy i Dickie. Blady Tom niczym trup przygląda się swemu odbiciu w szybie, za którą mijają kolejne widoki. Szuka podobieństwa w śpiącym, opalonym Dickiem, który teraz wygląda jak nieżywy. Gdyby trochę zmienić fryzurę, zdjąć okulary, może wtedy by się to spełniło. Kolejna udana rola Toma. Jedzie pociąg, a w nim setki różnych ludzi, wysiadających na różnych stacjach, gdzie znów będą grali inne role. Jeszcze parę przymiarek i TOMY…MY TO DICKIE.

Dosypmy tu jeszcze wątpliwości. Może fakt, że Marge jest pisarką, nie jest tu bez znaczenia. Może to właśnie znudzona pisarka, Marge jest tak naprawdę pierwowzorem samej Patrici Highsmith, układającą wokół siebie różne alternatywne historie z tymi samymi bohaterami. Jeden bogaty chłopak staje się nudny i jego miejsce zajmuje inny nieznajomy, niepozorny, a zarazem niezwykle przebiegły Tom. A tak poza tym nic się nie stało. Tamto ciało zniknęło w morzu wielu innych możliwości narracyjnych znudzonej pisarki. Tamten człowiek nie ma znaczenia. Wystarczy podrobić podpis, zmienić zdjęcie i już jest nowy model osobowości.

Może to właśnie nuda jest tu drugą ważną bohaterką tej historii. Nuda nawiedzająca bogate towarzystwo, które w żaden sposób nie może poczuć ulgi spełnienia w tych próżniaczych rytuałach. Rzucają się tu i tam, do klubów jazzowych, muzeów, kawiarenek i rejsów po morzu. Chcą wszystkiego spróbować, ale wciąż czują jakąś gorycz. Czy to ten spleen, o którym pisał Baudelaire? Gwyneth Paltrow, pamiętająca siedem grzechów głównych („Seven”), znów staje w środku zbrodni, gdzie zazdrość i lenistwo wstrząsają bohaterami. Patrząc na ta bogatą, znudzoną elitę dzieciaków, gdzie obok Dickiego, dumnie kroczy inny bogaty dziedzic, Freddie Miles, którego gra wyśmienicie Philip Seymour Hoffman, nie mogę się wyzbyć wrażenia, że znowu widzę tu to snobistyczne towarzystwo z „Zapachu kobiety” – nadętych, bogatych dzieciaków, które pokończyły te elitarne budy i teraz żyją sobie jak królowie na koszt rodziców. Aż tu pan Greenleaf, w którego wciela się James Redborn (wcześniej przecież dyrektor Trask z „Zapachu kobiety”) chce przywołać swego syna do porządku. Matt Damon jak zwykle pojawia się w roli nieśmiałego bystrzachy, który już stoczył pojedynek z buntownikiem z wyboru i zasiadał do gry z hazardzistami. Teraz również przywdziewa szaty wytrawnego gracza, który jednak umiejętnie bawi się ludzkimi pionkami, skłócając je między sobą, jak Dickiego z Marge i zabierając coraz więcej dla siebie.

Freddie jednak jest bardziej podejrzliwy od innych i szybko dostrzega, że niepozorny Tomy nosi w sobie jakiś sekret. Ciągle podpatruje, śledzi. Nie uczestniczy bezpośrednio w wydarzeniach i zabawach, a bardziej analizuje, jakby zbierał informacje potrzebne do swojego przedstawienia życia. Miles w wydaniu Hoffmana jest trochę jak pokerowy gracz. Dobrze już poznał swego przeciwnika. Tu niby się uśmiecha, żartuje, rzuca kąśliwą uwagę, ale między wierszami szykuje jakąś pułapkę. Nieostrożne słowo, spojrzenie. Uparty Freddie nie odpuszcza Ripley’ owi, chcąc w końcu zdemaskować. Kim jesteś Tomy? Skąd przybyłeś? Nie jesteś jednym z nas. Gdy się okazuje, że niespokojny Dickie zaginął, Miles go odwiedza, ale zastaje w mieszkaniu Toma Ripleya, który gospodyni przedstawił się jako Dickie. Freddie lustruje apartament i jakoś nie dowierza, że to styl jego przyjaciela. Jest zbyt burżuazyjny. Tomy za bardzo przesadził, bawiąc się w księcia otoczonego antykami.

Freddie coraz bardziej drąży to prywatne śledztwo. Uderza w klawisze, a z fortepianu wydobywają się wysokie dźwięki, jakby grał na nerwach Toma, który próbuje do końca zachować pozory. Miles już zauważył, że Ripley ma podobną fryzurę jak Dickie i nawet nosi jego ubrania. Coś podejrzewa i na swoją zgubę jeszcze raz odwiedza Toma, by dostać po głowie kamiennym popiersiem. Kolejny wyeliminowany gracz. Kolejna głowa do kolekcji.

Ilu trzeba usunąć świadków z przeszłości, by wreszcie stać się nowym człowiekiem? Gdy chcemy zapomnieć o dawnym życiu, unikamy starych znajomych, zmieniamy otoczenie lub wyjeżdżamy z miejsca, w którym dotąd przebywaliśmy. Chcemy wszystko nowe. Pozbywamy się starych ciuchów, zdjęć, rekwizytów, a gdy tylko pojawia się jakiś cień dawnego życia, uparcie uciekamy przed nim w tłum ludzi, wierząc, że nie rzucimy już cienia.

Kim więc będziemy?

 

Tomem RIPlayem

 

Który potrafi umiejętnie zniszczyć dawne życie, by stworzyć siebie od nowa. Oto sztukmistrz nad mistrzami, którzy tylko żyją snami i pustymi obietnicami. On wie czego chce, inni tylko marzą całe dnie. On zabiera i zmienia. Inwestuje w zmarnowane życie, by wypełnić je swoim byciem. Przestawia figury, zdobywa kolejne góry. I zawsze jest zwycięzcą.

 


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

GREG ZORBA. PIĘKNA KATASTROFA

BAJKA O POCIĄGU

LALKA